Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

Zarejestrowałam pojawienie się tej książki na polskim rynku. Dość szybko, jak na mnie, bo tuż po premierze. Zarejestrowałam, zerknęłam na opis, pomyślałam: Aha, dobra, zapamiętać, przeczytać za jakieś kilka lat, jak sobie o tym przypomnę lub jak się nawinie. No co. Przy moim przemiale i robieniu pierdyliarda list typu „Przeczytać w miarę szybko, czyli w ciągu dwóch lat” czasem muszę odsunąć lekturę czegoś nowego w czasie. Poza tym opis fabuły mnie zaciekawił tylko do tego stopnia, że odnotowałam w swojej dziurawej pamięci fakt istnienia książki i postanowiłam kiedyś, kiedyś ją łyknąć. Ale byłam głupia, moi drodzy. Z lekturą Rzeczy, których nie wyrzuciłem nie warto zwlekać!

Zapomniane recenzje (5)

Niedługo czeka mnie przeprowadzka. Opuszczam warszawski Mirów na rzecz Służewca. Z okna będę miała widok na Mordor na Domaniewskiej, zagłębie korporacyjne, gdzie pracowałam jeszcze kilka miesięcy temu. Powodów do przenosin mamy z Jakubem kilka, ale to nie temat na dzisiejszy wpis. Piszę Wam o tym, ponieważ w związku z przeprowadzką staram się zaprowadzić ład w swoim życiu, a co za tym idzie – w książkach, które posiadam. Na szczęście zaległości recenzyjne robią się coraz mniejsze, jak dobrze pójdzie, do momentu opuszczenia lokalu przy Grzybowskiej uda mi się napisać wszystko, to, co planowałam tutaj wrzucić. Dzisiaj ostatni (miejmy nadzieję, że na długi czas*) wpis z serii Zapomniane recenzje. Porozmawiamy sobie troszkę o dwóch polskich pisarzach żydowskiego pochodzenia, mianowicie Antonim Słonimskim oraz […]