Krótko o tym, jak staram się pisać bez błędów.

Wpis ten został zainspirowany przez popularny ostatnimi czasy koszmarek językowy pt. mam horom curke oraz jeden z numerów czeskiego magazynu Reportér. Magazyn ten czytam dla ciągłego powtarzania czeskiej ortografii, jakby ktoś pytał. Im dłużej siedzę w Internetach (a co za tym idzie, czytam, co inni ludzie piszą) coraz częściej zwracam uwagę na to, jakim językiem się posługuję przy codziennej komunikacji z otoczeniem. Nie mówię tutaj o tym, czy w danej chwili mówię po polsku, czesku czy angielsku (taki nieistotny szczegół, wiecie, jak mnie ktoś nie zrozumie to jego problem… A na serio to czasem trzeba mi, niestety, zwracać uwagę, bo mój mózg nie wyrabia), ale w jaki sposób posługuję się którymś z tych języków. Czy korzystam ze skrótów, używam dziwnych, często mocno […]

Avrom Bendavid-Val, „Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta”

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie omawianej dziś książki w ramach wymiany. Fakt ten ucieszył mnie, ponieważ Niebiosa są puste traktuje o Trochenbrodzie – żydowskim miasteczku na Wołyniu, w czasie wojny praktycznie startym z powierzchni ziemi. Miejsce to istnieje teraz tylko we wspomnieniach dawnych mieszkańców, ich potomków i osób zainteresowanych jego historią, a także w literaturze i filmie. O Trochenbrodzie pisałam tutaj kiedyś, przy okazji omawiania powieści Jonathana Safrana Foera pt. Wszystko jest iluminacją oraz filmu na jej podstawie.  Kiedy nadarzyła się okazja zdobycia publikacji na temat tego miasta, nie wahałam się ani chwili, brałam ją w ciemno, nie mając pojęcia, co to właściwie jest i czy coś sobą reprezentuje. #blogerskiprofesjonalizm

Przeczytane w sierpniu 2017

Podsumowanie sierpnia zaczęłam pisać już wczoraj rano – o mamo, ile ja rzeczy przeczytałam! O ilu muszę Wam koniecznie opowiedzieć! To był naprawdę dobry miesiąc pod względem czytelniczym, zwłaszcza, że przekroczyłam dziewięćdziesiątkę przeczytanych w tym roku książek. W chwili pisania tego tekstu mam na koncie 94 (skończone i nieskończone – tych ostatnich jest malutko, bo chyba trzy albo cztery) tytuły. Wow. Powód do dumy. Jeżeli chodzi o pozaczytelnicze sprawy to którejś soboty udałam się z bratem do miejsca pamięci na terenie obozu zagłady Treblinka. Będzie z tego relacja, zdecydowanie jest o czym pisać. Na razie wspomnę tylko, że przed wycieczką należy się nastawić na to, że zwiedzanie potrwa parę godzin. Mimo, iż z obozu zagłady nie zachowało się praktycznie nic, zaś […]

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

Zarejestrowałam pojawienie się tej książki na polskim rynku. Dość szybko, jak na mnie, bo tuż po premierze. Zarejestrowałam, zerknęłam na opis, pomyślałam: Aha, dobra, zapamiętać, przeczytać za jakieś kilka lat, jak sobie o tym przypomnę lub jak się nawinie. No co. Przy moim przemiale i robieniu pierdyliarda list typu „Przeczytać w miarę szybko, czyli w ciągu dwóch lat” czasem muszę odsunąć lekturę czegoś nowego w czasie. Poza tym opis fabuły mnie zaciekawił tylko do tego stopnia, że odnotowałam w swojej dziurawej pamięci fakt istnienia książki i postanowiłam kiedyś, kiedyś ją łyknąć. Ale byłam głupia, moi drodzy. Z lekturą Rzeczy, których nie wyrzuciłem nie warto zwlekać!

Przeczytane w lipcu 2017

Lipiec, ach, lipiec! Miesiąc kolejnej Czechożydkowej wyprawy. Co prawda wyjazd nie był długi (raptem pięć dni), za to przeżyłam sporo przygód i wróciłam wypoczęta oraz pełna sił… W sensie czysto psychicznym, albowiem jazda nocnym Ecolines na trasie Ryga-Warszawa nie służy byciu w świetnej fizycznej formie. #truestory W lipcu udało mi się przede wszystkim przeżyć dwa i pół dnia w Estonii, co niby było wielkim wyczynem, ale nie do końca, bo w Tallinie (gdzie urzędowałam) ciężko jest zginąć, jeśli jest się w miarę rozgarniętym, mówiącym po angielsku turystą. Dodatkowo zwiedziłam dwa nowe miasta (Tallin i Kieś, to drugie już na Łotwie) oraz odwiedziłam ponownie Rygę (polecam ubiegłoroczny wpis o tym, co można robić w stolicy Łotwy). Jeżeli chodzi o tegoroczną liczbę […]

Znaleziska na Aliexpress – rzeczy związane z Izraelem

Wpis o czeskich rzeczach na Aliexpress cieszył się (i cieszy nadal) sporą popularnością. Raduje mnie to niezmiernie (#mojeżyciemasens), dlatego też dzisiaj zapodaję Wam część drugą, czyli co żydowskiego ma w swojej ofercie Aliexpress. Prace nad dzisiejszym zestawieniem rozpoczęłam dawno temu, ale wiecie, jak jest – lato, rozleniwienie… Początkowo planowałam napisać wpis na podstawie haseł Israel i Star of David, ale to pierwsze dało mi tyle wyników, że starczyłoby tego na kilka tekstów. Ograniczyłam się dość mocno, byście nie pomarli z nudów. Uwaga: wpis opisuje stan na 9.07.2017. Oferta mogła ulec zmianie, ulega zresztą co i rusz. Po kliknięciu na zdjęcie omawianej rzeczy zostaniecie przekierowani na Aliexpress. Dodatkowo uprzedzam – jeżeli ktoś ma ochotę zacząć dyskutować o tym, że rzeczy sprzedawane […]

Przeczytane w czerwcu 2017

Czerwiec był bardzo warszawski. Chodziłam do kina, byłam na koncercie, jeździłam po mieście, zwiedzałam stare, znane mi już miejsca. Dla przykładu pojechałam na Powązki Wojskowe w Boże Ciało. Może zabrzmi to makabrycznie, ale ten cmentarny spacer uspokoił mnie i nastroił pozytywnie do życia. Wiecie, jak tam ptaki śpiewają? Miałam okazję posłuchać istnego ptasiego koncertu! Nie trzeba nawet zapuszczać się nie wiadomo gdzie, wystarczy przejść się Aleją Zasłużonych i od razu lepiej się człowiekowi robi od tego świergotu. Polecam, Czechożydek. O czym to ja… A, miałam się pochwalić. Pamiętacie, jak w poprzednim podsumowaniu planowałam uporać się ze stertą pożyczonych/obiecanych książek? Udało mi się! Ba, jeszcze przeczytałam jedną nadprogramową rzecz z półki „przeczytać i puścić w świat”. Jestem z siebie dumna. To […]

Znaleziska na Aliexpress – rzeczy związane z Republiką Czeską

Jestem wielką fanką Aliexpress, aczkolwiek w przeciwieństwie do niektórych znajomych nie kupuję tam zbyt często. Rzadko trafiam na coś, bez czego nie będę mogła żyć; zaopatruję się głównie w rzeczy do rękodzieła, jak np. szydełka, liczniki do rzędów, znaczniki, druty do warkoczy… W ramach zabijania czasu badań kulturoznawczych wpisuję czasem różne hasła w wyszukiwarkę sklepową. Znajduję takie cuda, że pojęcia nie macie. Serio, na Ali można znaleźć chociażby fikuśne ubrania, biżuterię, gadżety do gotowania, buty… Czego dusza zapragnie! Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić tym, co czeskiego znalazłam w aktualnej ofercie serwisu.

Szczepan Twardoch, „Król”

Moje pierwsze spotkanie z Twardochem i jego twórczością miało mieć miejsce kilka lat temu, tuż po wydaniu Morfiny. Niestety jakoś mi nie po drodze z tą książką, aczkolwiek cały czas o niej pamiętam i kiedyś pewnie ją przeczytam. Los zesłał mi za to niedawno Króla, najnowsze dzieło Szczepana Twardocha, które musiałam, po prostu musiałam zgłębić, inaczej coś by mnie pewnie rozsadziło od środka. Pomyślałam sobie: Przedwojenna Warszawa! Żydzi! Żydzi z Nalewek! Żydowscy gangsterzy!!! Koniecznie muszę się z tym zapoznać!!! I się zapoznałam. Po Warszawskim niebotyku i Dwóch panach z branży przyszedł w moim życiu czas na kolejną powieść o międzywojennej Warszawie i jej mieszkańcach. Tym razem jednak jest nie o młodych ludziach wkraczających w dorosłość czy o dwóch takich, co […]

Jáchym Topol, „Warsztat diabła”

Słówko wprowadzenia – to moja szósta książka tego autora. Wpierw była Siostra, przez którą brnęłam chyba parę miesięcy (uparłam się, że skończę), Supermarket bohaterów radzieckich (może kiedyś doczeka się tutaj szerszego omówienia), Droga do Bugulmy, Anioł (niewielka rzecz, którą można analizować godzinami. Na niej się tego tak naprawdę uczyłam…) oraz Nocna praca, po której rozstałam się z Topolem na ponad trzy lata. W sumie nie wiem, dlaczego; z tytułu na tytuł umacniało się we mnie przekonanie, że to bardzo dobry pisarz, o którym pisać nie tyle warto, co wręcz należy. Pojęcia nie mam, czemu nie przeczytałam Warsztatu diabła niedługo po premierze. Jakoś się nie złożyło ani wtedy, ani pół roku, rok później… Kiedyś jednak musiał nastąpić moment zaopatrzenia się we własny […]