Znaleziska na Aliexpress – rzeczy związane z Republiką Czeską

Jestem wielką fanką Aliexpress, aczkolwiek w przeciwieństwie do niektórych znajomych nie kupuję tam zbyt często. Rzadko trafiam na coś, bez czego nie będę mogła żyć; zaopatruję się głównie w rzeczy do rękodzieła, jak np. szydełka, liczniki do rzędów, znaczniki, druty do warkoczy… W ramach zabijania czasu badań kulturoznawczych wpisuję czasem różne hasła w wyszukiwarkę sklepową. Znajduję takie cuda, że pojęcia nie macie. Serio, na Ali można znaleźć chociażby fikuśne ubrania, biżuterię, gadżety do gotowania, buty… Czego dusza zapragnie! Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić tym, co czeskiego znalazłam w aktualnej ofercie serwisu.

Uwolnij przeczytane książki!

Zaliczam się do ludzi, którzy nie dość, że czytają, to lubią mieć książki w domu. Najlepiej kilka regałów wypełnionych po brzegi. Znacie to, prawda? Książki czynią świat lepszymi, dodatkowo uatrakcyjniają przestrzeń, w której żyjemy. Ciężko mi wyobrazić sobie życie bez nich. Jeszcze parę lat temu myślałam, że im więcej woluminów w domu, tym lepiej. Wejście w dorosłe życie i ubiegłoroczna przeprowadzka trochę zmodyfikowały moje myślenie… Albowiem nie przewożenie mebli czy naczyń było straszne. PRZEWOŻENIE KSIĄŻEK. STOSÓW KSIĄŻEK. *dramatyczna muzyka w tle i uderzenie pioruna* W życiu bym nie przypuszczała, że to powiem, ale fakt pozostaje faktem – posiadanie dużej liczby książków* boli przy przenosinach z miejsca na miejsce. Kroplą przelewającą czarę goryczy powstałej wskutek przeprowadzania całej mojej warszawskiej biblioteczki była […]

Rzecz o wspólnym czytaniu.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie Zwierz Popkulturalny, a konkretnie wpis autorstwa Zwierza o Febliku Małgorzaty Musierowicz. O wartościach lub ich braku w tej książce nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ moje zgłębianie twórczości Musierowiczowej skończyło się na McDusi, czyli dwa tomy wcześniej, niemniej jednak lektura recenzji wiele mi dała, ponieważ uświadomiłam sobie, że mam czytelniczy problem. We wpisie o Febliku Zwierz pisze bowiem o rodzinnym czytaniu.  Nie jest to temat nowy, zresztą wcale mnie dyskusje na temat książek u Zwierza w rodzinie nie dziwią (Kasiu, serdecznie Cię w tym miejscu pozdrawiam!), tym razem jednak losowy wpis, który nawiasem mówiąc Bóg wie jak nowy nie jest (ale przez ponad półtora roku od jego publikacji jakoś nie udało mi się go przeczytać) tak […]

Otóż mamy psa.

O moim i Jakuba psie, części rodziny Prószyńskich, wspomniałam tutaj może ze dwa, trzy razy. Wczoraj minęło dziewięć miesięcy, odkąd można o nas mówić, że jesteśmy „2+pies”. Dlatego też uznałam, że czas najwyższy, byśmy się wszyscy trochę poroztkliwiali nad psim lokatorem zamieszkującym mieszkanie przy Rzymowskiego. Proszę Państwa, oto Herbi.  

Trochę zdziczałam.

Nie da się ukryć. Ostatnio trochę zdziczałam. Zapytacie pewnie, czemu. No, może nie wszyscy z Was, ale komuś to pytanie na pewno się nasunęło tuż po przeczytaniu tytułu wpisu i przyjrzeniu się temu pięknemu zdjęciu liści, które umieściłam w nagłówku. (Swoją drogą autorką owego zdjęcia jest Annie Spratt, zerknijcie na inne jej fotki, warto) Otóż bardziej odnoszącym się do mojej obecnej sytuacji będzie pytanie nie o to, dlaczego, ale w jaki sposób. W swoim dziwacznym zdziczeniu odkryłam bowiem pewną metodę. To ma sens. Izolowanie się od innych oraz częściowe zamknięcie się we własnej głowie ma sens. Na jakiś czas. Zacznijmy jednak od tego, że trochę mam dość. Jakoś w styczniu mój mózg częściowo odmówił współpracy ze mną – zabrakło mi […]

Holokaust selfie, czyli o co chodzi z Yolocaust.de?

Od wczoraj zalewają mnie następujące bardzo szybko po sobie fale postów na Facebooku, gdzie oznaczana jestem w pytaniach, czy znam/słyszałam/widziałam stronę Yolocaust.de. Muszę powiedzieć, że tak, zapoznałam się z tym. Pytań jednak pojawiło się (i wciąż pojawia!) tyle, że postanowiłam napisać o tym przedsięwzięciu dłuższy wpis. Czym jest Yolocaust.de? na tej stronie znajdziecie zdjęcia, które różni ludzie zrobili sobie na terenie, gdzie znajduje się Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie. Charakterystyczną cechą tego pomnika jest to, że tworzy go 2711 betonowych bloków (po jednym na każdą stronę Talmudu), z czego najwyższe mają prawie pięć metrów. Osoby znajdujące się na zdjęciach wpadły na genialny pomysł wygłupiania się między blokami – skakania, robienia głupich min, przyjmowania dziwnych póz. Potem w ich głowach narodziła się […]

Jaki był rok 2016?

Wpis ten zaczęłam tworzyć już szóstego stycznia 2016, powalona poziomem absurdu w drugim tomie Pomnika cesarzowej Achai Andrzeja Ziemiańskiego. Od paru lat staram się pod koniec roku wymieniać chociaż jeden tytuł książki, której szczerze nie polecam. Tak dla potomnych. I tego czegoś szczerze nie polecam. Fuj. *** Być może moje podsumowanie minionego roku czytacie jako jedno z ostatnich, setne z kolei, nie wiem. Zauważyłam, że tego typu teksty reasumujące czyjeś dokonania lub dowolną rzecz, która miała miejsce w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, zaczęły się pojawiać w moim newsfeedzie na Faceboooku już w połowie grudnia. A przecież rok trwał. Wyznaję zasadę, że najlepiej podsumowuje się coś, co już się skończyło. Dlatego też pozostawiłam zbieranie do kupy swoich przeżyć i przemyśleń na […]

Łódź Tattoo Konwent – niezbyt obiektywna relacja

Wiedzieliście, że istnieją konwenty tatuażowe? Ja do niedawna wiedziałam tyle, że są organizowane, ale co się na nich robi, to już nie. *brawa dla Doroty* Jakoś nigdy mnie na nie nie ciągnęło. Być może jest to spowodowane tym, że od lat nie jeżdżę na jakiekolwiek konwenty – kiedyś uczestniczyłam we wszystkich zlotach fanów mangi i anime w okolicy, potem były inne rzeczy, wyjazdy, nadrabianie zaległości w życiu… Sami rozumiecie. Na czym to ja… A, konwent tatuażowy. Nie jestem do końca pewna, czy tak można tego typu imprezę nazwać po polsku, jeśli macie inny pomysł, dajcie znać w komentarzach. Wskutek rozmaitych perypetii (bo ja nie mogę żyć normalnie, gna mnie siła przypału) znalazłam się ponad tydzień temu na Łódź Tattoo Konwent […]

Pomidorowa robiona na takim przypale, że aż cud, że wyszła.

Proszę Państwa, kilka dni temu wróciłam późnym wieczorem do domu i stwierdziłam na głos, że rzucam wszystko i robię pomidorówkę. Jedyna żywa istota przebywająca w mieszkaniu nie odpowiedziała na moją wypowiedź – trochę trudno, by pies mówił. To nie był ten stan, by zdawało mi się, że Herbi do mnie przemawia. Zresztą, strach pomyśleć, co by powiedział. W każdym razie wróciłam, rzuciłam wszystko w kąt i poszłam raźnym krokiem do kuchni spełniać swoje marzenie o ciepłej, aromatycznej zupie pomidorowej. Takiej, wiecie, że aż przypomina się Wam dzieciństwo i pomidorowa, którą robiła Wasza matka/babka/ktokolwiek bliski. Normalnie taka pomidorowa, że jej istnienie czyni świat lepszym. Dzisiejszy wpis jest hołdem dla dwóch gotujących mężczyzn, którzy podbili moje serce osoby lekko upośledzonej kuchennie. Wywody […]

Co lubię.

Poranną kawę. A także zaczerpnięcie kilku łyków świeżego powietrza parę minut po przebudzeniu. Zapach palonych liści, zaprawy murarskiej i podróbki perfum Gucci Rush. Chwilę, kiedy po raz pierwszy słyszę piosenkę, którą następnie będę się zachwycała długie lata. Lentilky. Jazdę na rowerze w chłodny dzień, kiedy nikogo nie ma na ulicach. Warszawę o szóstej rano. Świadomość, że nic mnie nigdzie nie gna i że mogę w spokoju posiedzieć przez moment. Pisanie długich listów o wszystkim i o niczym.