Przeczytane w listopadzie 2017

Listopad – miesiąc wdrażania się w nową pracę, poprzedzony radosnym bezrobociem, na którym hasałam po świecie i robiłam wszystko to, na co wcześniej nie miałam czasu albo chęci. Opierdzielałam się, plus zrobiłam sobie tatuaż ^^ Efekt trzygodzinnej dłubaniny w nodze tutaj. Po wygojeniu wygląda o wiele lepiej. Wracając do tematu głównego – listopad mogę podsumować jako miesiąc przyzwyczajania się do porannego wstawania i jeżdżenia SKMką do Sulejówka (nie jest tak źle, może dlatego, że w SKMce nie trzęsie tak, jak w normalnym pociągu, co dla mnie jest OK. Choroba lokomocyjna u niektórych nie przechodzi z wiekiem…), wykańczania projektów rękodzielniczych (trzy komplety czapka+komin), stopniowego likwidowania sterty czeskiej prasy, nadrabiania zaległości towarzyskich oraz innych, drobnych spraw. Mi szara rzeczywistość nie grozi. Myślałam, […]

Miesiąc z Hanną Krall – brak słów

W sierpniu zrobiłam sobie maraton książek Hanny Krall. Pomysł na to wpadł mi do głowy z parę miesięcy temu, kiedy to zorientowałam się, że dość szybko stałam się właścicielką aż dziewięciu książek bądź jej autorstwa, bądź współautorstwa. Świetna okazja, by nadrobić sporo polskich reportaży, o których słyszałam dużo dobrego. Plus idea ta wpisuje się w to, co robię raz na jakiś czas (mam na myśli m.in. miesiąc z Kafką). Przyznaję się bez bicia – znałam wcześniej tylko Zdążyć przed Panem Bogiem oraz jeden z tekstów o Apolonii Machczyńskiej, który przerabiałam w liceum. Niby nic, ale jakieś tam pojęcie miałam. Pomińmy kwestię, czy nieznajomość Krall w większym stopniu to u mnie wielki wstyd – na pewno już nim nie jest, albowiem […]

Przeczytane we wrześniu 2017

Cóż, wrzesień był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem. Dwa długie wyjazdy, pierwszy do Szkocji (trzeci sezon Przygód Czechożydka w Szkocji tutaj), drugi (służbowy) do Barcelony. Barcelonę poprzedzały przygotowania, już na miejscu w Hiszpanii sporo się nabiegałam na wydarzeniu zorganizowanym przez firmę. Między podróżami czytałam, ciągle coś robiłam w domu… Chyba włączył mi się tryb pani domu. Rzadka rzecz. A, i po raz pierwszy od kilku lat byłam na grzybach!!! Boże, jak mi brakowało ganiania po lesie za grzybami! *Musicie wiedzieć, że gdyby ktoś miał napisać copypastę o moim życiu, to na pewno byłaby to parodia tekstu o fanatyku wędkarstwa. Z tym, że tytuł brzmiałby ‚Moja stara jest fanatyczką grzybobrania’* Pod względem czytelniczym mam duży powód do dumy. Otóż przekroczyłam liczbę […]

Avrom Bendavid-Val, „Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta”

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie omawianej dziś książki w ramach wymiany. Fakt ten ucieszył mnie, ponieważ Niebiosa są puste traktuje o Trochenbrodzie – żydowskim miasteczku na Wołyniu, w czasie wojny praktycznie startym z powierzchni ziemi. Miejsce to istnieje teraz tylko we wspomnieniach dawnych mieszkańców, ich potomków i osób zainteresowanych jego historią, a także w literaturze i filmie. O Trochenbrodzie pisałam tutaj kiedyś, przy okazji omawiania powieści Jonathana Safrana Foera pt. Wszystko jest iluminacją oraz filmu na jej podstawie.  Kiedy nadarzyła się okazja zdobycia publikacji na temat tego miasta, nie wahałam się ani chwili, brałam ją w ciemno, nie mając pojęcia, co to właściwie jest i czy coś sobą reprezentuje. #blogerskiprofesjonalizm

Przeczytane w sierpniu 2017

Podsumowanie sierpnia zaczęłam pisać już wczoraj rano – o mamo, ile ja rzeczy przeczytałam! O ilu muszę Wam koniecznie opowiedzieć! To był naprawdę dobry miesiąc pod względem czytelniczym, zwłaszcza, że przekroczyłam dziewięćdziesiątkę przeczytanych w tym roku książek. W chwili pisania tego tekstu mam na koncie 94 (skończone i nieskończone – tych ostatnich jest malutko, bo chyba trzy albo cztery) tytuły. Wow. Powód do dumy. Jeżeli chodzi o pozaczytelnicze sprawy to którejś soboty udałam się z bratem do miejsca pamięci na terenie obozu zagłady Treblinka. Będzie z tego relacja, zdecydowanie jest o czym pisać. Na razie wspomnę tylko, że przed wycieczką należy się nastawić na to, że zwiedzanie potrwa parę godzin. Mimo, iż z obozu zagłady nie zachowało się praktycznie nic, zaś […]

Marcin Wicha, „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”

Zarejestrowałam pojawienie się tej książki na polskim rynku. Dość szybko, jak na mnie, bo tuż po premierze. Zarejestrowałam, zerknęłam na opis, pomyślałam: Aha, dobra, zapamiętać, przeczytać za jakieś kilka lat, jak sobie o tym przypomnę lub jak się nawinie. No co. Przy moim przemiale i robieniu pierdyliarda list typu „Przeczytać w miarę szybko, czyli w ciągu dwóch lat” czasem muszę odsunąć lekturę czegoś nowego w czasie. Poza tym opis fabuły mnie zaciekawił tylko do tego stopnia, że odnotowałam w swojej dziurawej pamięci fakt istnienia książki i postanowiłam kiedyś, kiedyś ją łyknąć. Ale byłam głupia, moi drodzy. Z lekturą Rzeczy, których nie wyrzuciłem nie warto zwlekać!

Przeczytane w lipcu 2017

Lipiec, ach, lipiec! Miesiąc kolejnej Czechożydkowej wyprawy. Co prawda wyjazd nie był długi (raptem pięć dni), za to przeżyłam sporo przygód i wróciłam wypoczęta oraz pełna sił… W sensie czysto psychicznym, albowiem jazda nocnym Ecolines na trasie Ryga-Warszawa nie służy byciu w świetnej fizycznej formie. #truestory W lipcu udało mi się przede wszystkim przeżyć dwa i pół dnia w Estonii, co niby było wielkim wyczynem, ale nie do końca, bo w Tallinie (gdzie urzędowałam) ciężko jest zginąć, jeśli jest się w miarę rozgarniętym, mówiącym po angielsku turystą. Dodatkowo zwiedziłam dwa nowe miasta (Tallin i Kieś, to drugie już na Łotwie) oraz odwiedziłam ponownie Rygę (polecam ubiegłoroczny wpis o tym, co można robić w stolicy Łotwy). Jeżeli chodzi o tegoroczną liczbę […]

Przeczytane w czerwcu 2017

Czerwiec był bardzo warszawski. Chodziłam do kina, byłam na koncercie, jeździłam po mieście, zwiedzałam stare, znane mi już miejsca. Dla przykładu pojechałam na Powązki Wojskowe w Boże Ciało. Może zabrzmi to makabrycznie, ale ten cmentarny spacer uspokoił mnie i nastroił pozytywnie do życia. Wiecie, jak tam ptaki śpiewają? Miałam okazję posłuchać istnego ptasiego koncertu! Nie trzeba nawet zapuszczać się nie wiadomo gdzie, wystarczy przejść się Aleją Zasłużonych i od razu lepiej się człowiekowi robi od tego świergotu. Polecam, Czechożydek. O czym to ja… A, miałam się pochwalić. Pamiętacie, jak w poprzednim podsumowaniu planowałam uporać się ze stertą pożyczonych/obiecanych książek? Udało mi się! Ba, jeszcze przeczytałam jedną nadprogramową rzecz z półki „przeczytać i puścić w świat”. Jestem z siebie dumna. To […]

Szczepan Twardoch, „Król”

Moje pierwsze spotkanie z Twardochem i jego twórczością miało mieć miejsce kilka lat temu, tuż po wydaniu Morfiny. Niestety jakoś mi nie po drodze z tą książką, aczkolwiek cały czas o niej pamiętam i kiedyś pewnie ją przeczytam. Los zesłał mi za to niedawno Króla, najnowsze dzieło Szczepana Twardocha, które musiałam, po prostu musiałam zgłębić, inaczej coś by mnie pewnie rozsadziło od środka. Pomyślałam sobie: Przedwojenna Warszawa! Żydzi! Żydzi z Nalewek! Żydowscy gangsterzy!!! Koniecznie muszę się z tym zapoznać!!! I się zapoznałam. Po Warszawskim niebotyku i Dwóch panach z branży przyszedł w moim życiu czas na kolejną powieść o międzywojennej Warszawie i jej mieszkańcach. Tym razem jednak jest nie o młodych ludziach wkraczających w dorosłość czy o dwóch takich, co […]

Przeczytane w maju 2017

W maju dostałam pierwszą porządną porcję słońca w tym roku. Było to słońce we Włoszech; podczas wyjazdu służbowego w Jesolo napracowałam się, ale także wygrzałam i wymoczyłam nogi w Morzu Śródziemnym. Było mi to potrzebne – słońce, sporo pracy, ale także to powietrze, morze, przyroda… Nigdy wcześniej nie byłam we Włoszech, jestem przekonana, że wrócę tam jeszcze wiele, wiele razy. Chociażby dla klimatu. Ubiegły miesiąc to także trzy nowe synagogi (weneckie!), dwa nowe miasta (właśnie Jesolo i Wenecja), a także sporo dziergania i różnych warszawskich przygód. Czytelniczo wypadł o wiele lepiej, niż poprzedni. Nie dość, że zaczęłam więcej rzeczy, to jeszcze ruszyłam dość przykurzony stos literatury czeskiej. Plany na czerwiec – rozprawić się ze wszystkimi pożyczonymi i obiecanymi komuś książkami. […]