Impreza (nie do końca weselna) – druga część Blogogodów

Druga część Blogogodów stanowiła już trochę mniejsze wyzwanie, nie mogę jednak napisać, że tym razem siedzieliśmy z drinkami z parasolką i patrzyliśmy, jak inni robią wszystko za nas. Także tutaj sporo się nabiegaliśmy (ja dosłownie), by wszystko dopiąć na ostatni guzik i by nic się nie posypało po drodze. Impreza dla przyjaciół i znajomych, zwana przeze mnie „drugą częścią Blogogodów”, odbyła się tydzień po ślubie. Plan był następujący: dobrze się bawić, potańczyć, pojeść, powygłupiać. W naszych klimatach, przy naszej (dość ostrej i nietypowej) muzyce. Ci, którzy traktują imprezę jak wesele, srogo się mylą. Dlaczego? Już Wam tłumaczę. Mieliśmy efektowne wejście – ja w stroju Czechożydkowo-słowiańskim, Jakub wyglądający jak wielki, groźny bloger 😉

Stand by me :)

Stało się. Wyszłam za mąż!!! Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Raz wyczekiwany, raz znienawidzony, musiał nadejść. Trzeci października 2015 roku. Dzień, kiedy to miałam zmienić nie tylko nazwisko, ale także – jakby nie było – część swojego życia. Oj, to nie był zwyczajny czas. Przede wszystkim nie można tu mówić o utartym obrazie, kiedy to jako panna młoda siedzę w domu i denerwuję się wszystkim. Nerwy miały dopiero nadejść 😉

Przygotowania do Blogogodów – za co odpowiada Panna Młoda?

Do ślubu pozostały trzy tygodnie. Roczne przygotowania powoli dobiegają końca – ostatnie szczegóły lada moment zostaną dopięte, a nasze konta bankowe wyczyszczone do zera… Pozostaje zbierać utracone siły i czekać. Przygotowania same w sobie sprawiły mi bardzo dużo radości – mimo, iż straciłam przy nich dużo nerwów, ostateczne efekty oceniam pozytywnie. Wiele rzeczy zrobiłam sama od podstaw… Niektórymi się teraz z Wami podzielę 😉 Nie będzie zdjęć, za trzy tygodnie pokażę Wam fotki ze ślubu. Zawiedzionych informuję, iż znajdą w tym tekście trochę linków, więc będzie na co popatrzeć. Poza kreatywnością musiałam się wykazać podczas przygotowań także refleksem, umiejętnością planowania oraz działania pod presją czasu 😉

Blogogody – o co chodzi? Perspektywa Panny Młodej

Drodzy. Różnie ostatnio bywa z moją obecnością tutaj. Jednym z wielu powodów, dla których ostatnio jest jakoś mniej wpisów, jest już nie magisterka, a… ślub. Trzeciego października tego roku wychodzę za mąż. O czym wie rodzina, przyjaciele, znajomi oraz obecnie chyba z pół Internetu. Nie byłabym sobą, gdybym nie opisała pokrótce, jak wszystko wygląda z mojej strony. Pomysł na ślub, organizacja… A także to, co rozpętało się kilka dni temu. Skąd Blogogody i dlaczego podjęliśmy taką, a nie inną decyzję na zrobienie własnego ślubu?