Dlaczego warto iść na sopocki kirkut (27.09.2015)

Cmentarz żydowski w Sopocie. Miejsce, do którego planowałam udać się bardzo dawno temu, kiedy to pojechaliśmy raz z Jakubem na Jego gościnny wykład do Trójmiasta. Niestety, z przyczyn różnych nie dotarłam wtedy na tę nekropolię. Musiało upłynąć kilka lat, nim udało mi się wylądować w Sopocie i mieć tyle czasu, by móc spokojnie się tam przejść i porobić zdjęcia. Wyszłam z cmentarza bogatsza nie tylko o fotografie, ale także o garść przemyśleń. Przejdźcie się wraz ze mną w to miejsce, które widzę teraz przed oczyma równie wyraźnie, jak w dniu, kiedy się tam znalazłam.

Przygotowania do Blogogodów – za co odpowiada Panna Młoda?

Do ślubu pozostały trzy tygodnie. Roczne przygotowania powoli dobiegają końca – ostatnie szczegóły lada moment zostaną dopięte, a nasze konta bankowe wyczyszczone do zera… Pozostaje zbierać utracone siły i czekać. Przygotowania same w sobie sprawiły mi bardzo dużo radości – mimo, iż straciłam przy nich dużo nerwów, ostateczne efekty oceniam pozytywnie. Wiele rzeczy zrobiłam sama od podstaw… Niektórymi się teraz z Wami podzielę 😉 Nie będzie zdjęć, za trzy tygodnie pokażę Wam fotki ze ślubu. Zawiedzionych informuję, iż znajdą w tym tekście trochę linków, więc będzie na co popatrzeć. Poza kreatywnością musiałam się wykazać podczas przygotowań także refleksem, umiejętnością planowania oraz działania pod presją czasu 😉

Blogogody – o co chodzi? Perspektywa Panny Młodej

Drodzy. Różnie ostatnio bywa z moją obecnością tutaj. Jednym z wielu powodów, dla których ostatnio jest jakoś mniej wpisów, jest już nie magisterka, a… ślub. Trzeciego października tego roku wychodzę za mąż. O czym wie rodzina, przyjaciele, znajomi oraz obecnie chyba z pół Internetu. Nie byłabym sobą, gdybym nie opisała pokrótce, jak wszystko wygląda z mojej strony. Pomysł na ślub, organizacja… A także to, co rozpętało się kilka dni temu. Skąd Blogogody i dlaczego podjęliśmy taką, a nie inną decyzję na zrobienie własnego ślubu?

Zapomniane recenzje (2)

Drugi haniebny wpis poświęcę tematyce żydowskiej. Tak się złożyło, że odłożyłam na świętego Nigdy tylko dwie książki – jedną powieść oraz pracę literaturoznawczą. Przed Wami wpis o Golemie Gustava Meyrinka oraz Literackich portretach żydowskich ojców w prozie Brunona Schulza i Danila Kiša. To drugie jest o tyle nietypową pozycją, ponieważ nie udało mi się przez nią przebrnąć. Niemniej jednak, moi drodzy, i tak uznałam za stosowne napisać o tym dziele chociaż kilka słów.

O niedocenianiu Kielc słów kilka (7-9.08.2015)

Pojechałam do Kielc z mocnym postanowieniem znalezienia pozytywów w tym mieście. Stwierdzicie pewnie, że oszalałam. Kuba stwierdził. Kilka dni przed wyjazdem usiłował wydusić ze mnie informację, co takiego jest w tych Kielcach, że postanowiłam Go zostawić na kilka dni samego w upalnej stolicy. Dowcipnisiów nawiązujących do mojego ewentualnego zainteresowania pogromem kieleckim uprasza się o spokój i milczenie do końca tego wpisu. Udowodnię Wam, że nie pojechałam do Kielc tylko dlatego, ponieważ wydarzyła się tam tak wielka tragedia związana z moim ukochanym narodem. Kielce są super i tyle!!! 🙂