Czechożydek na tropie – poszukiwanie żydowskich akcentów w Szkocji

Wiecie, że Szkocja była pomysłem Kuby. To On od urodzenia marzył o tym, by tam pojechać, zobaczyć zamki, wzgórza, krajobrazy. Mnie bardziej ciągnie na wschód, w kierunku Ukrainy, Litwy, Białorusi. Zgodziłam się jednak polecieć w podróż poślubną do Glasgow właśnie*, ponieważ chciałam zrealizować marzenie swojego męża. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie spróbowała znaleźć śladów żydowskiej obecności. 😉 Jakub załamywał ręce wielokrotnie, zarzekał się, że nigdzie ze mną nie pójdzie, pytał, czy ja zawsze muszę szukać Żydów i czy nie mogę chociaż raz od nich odpocząć… Chyba wiecie, jaka była moja odpowiedź. 😉 [instagram url=https://instagram.com/p/83KAnXTDi7/]

Aberdeen, Granitowe Miasto (23.10.2015)

Na Aberdeeen uparłam się ja. Przede wszystkim podoba mi się nazwa tego miasta, byłam także ciekawa, co się w nim znajduje, jak wygląda. Powiedzieć, że jechałam w ciemno, to stanowczo za mało – jedyne, co wiedziałam o Aberdeen to fakt, iż jest nad morzem. I że ma synagogę 😉 #zwiedzanieczechożydka Wiecie, czasami mam przeczucie, że w danym miejscu znajdę coś ciekawego. Nie wiem, skąd się to przeczucie bierze, dlaczego ciągnie mnie w tak nietypowe tereny (upierałam się m.in. na Cieszyn i Ostrawę, nie bardzo wiedząc, co tam właściwie jest). Cóż, w przypadku Aberdeen przeczucie trochę mnie zawiodło, ale konieć końców nie było tak źle. [instagram url=https://instagram.com/p/9OEeNDTDs0/]

Co można zobaczyć w Fort William? (21.10.2015)

Pytanie z tytułu notki zadawałam sobie wielokrotnie jeszcze podczas pobytu w Polsce. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym mieście, nie wiedziałam, co się w nim tak właściwie znajduje i czemu tam ciągnie Kubę. Pojechałam więc do Fort William, nie wiedząc absolutnie nic na temat tego miejsca. Raz na jakiś czas można sobie zrobić niespodziankę i wyruszyć gdzieś bez żadnego przygotowania ani zaplecza informacyjnego. 🙂 [instagram url=https://instagram.com/p/9Iov39TDnp/]

Z wizytą w stolicy Szkocji – Edynburg (17-18, 20.10.2015)

Czymże by była objazdówka po Szkocji, gdyby nie wizyta w jej stolicy, Edynburgu? Niczym, sami przyznacie mi rację. Edynburg okazał się być tak ciekawym miastem, że pojechaliśmy tam w sumie nie jeden, nie dwa, ale aż trzy razy (tacy byliśmy szaleni). Chociaż i tak odnoszę wrażenie, że w przypadku Edi* tydzień pobytu byłby idealny, bo zobaczyliśmy ledwie ułamek tego, co to miasto ma do zaoferowania… [instagram url=https://instagram.com/p/880DC7TDoz/]

Nad pięknym szkockim jeziorem – Loch Lomond (16.09.2015)

Szkocja zapiera dech w piersiach. W moim przypadku zwłaszcza – dużo świata nie zwiedziłam, jakoś nie było okazji, także zachwycam się nieustannie, właściwie nie mając wielkiego porównania ^^’. Pierwszy lot w życiu zniosłam dobrze chyba tylko dlatego, że ciągle zerkałam przez okno i zachwycałam się widokami, nie zwracając uwagi na cokolwiek innego. Ach, te szkockie pola widziane z góry… Posiedzieliśmy kilka dni w Glasgow, rozeznaliśmy się w okolicy i postanowiliśmy udać się w pierwszą podróż za miasto. Padło na okolice jeziora Loch Lomond, gdzie czekało na nas m.in. oceanarium oraz coś w rodzaju centrum ptaków drapieżnych. Jeżeli będziecie w Glasgow, koniecznie tam jedźcie! Warto! Zwłaszcza, że to mniej niż godzina jazdy w jedną stronę 🙂 Takie tam z jeziorem. #lochlomond […]

Glasgow jako destynacja podróży poślubnej. Dlaczego? (13-27.10.2015)

Pozdrowienia ze Szkocji! Wpis ten (podobnie, jak każdy następny, jak będzie z publikacją reszty, zobaczymy) powstaje w naszej tajnej bazie w Glasgow, zwanej także wynajętym przez Airbnb mieszkaniem. Korzystam z drugiego już dnia chilloutu i piszę. Moi drodzy, część z Was zapewne zastanawia się, co Szkocja ma wspólnego z a) mną i Kubą, b) moim czechożydołactwem, c) Blogogodami. Dlaczego zdecydowaliśmy się na podróż poślubną do miejsca, gdzie najliczniejszą mniejszość narodową stanowią Polacy i gdzie ludzie raczej jeżdżą za chlebem, a nie po to, by zwiedzać? Ten wpis ma na celu wyjaśnienie naszej decyzji oraz pokazanie, że podróż poślubna nie musi być sztampowym wyjazdem, organizowanym przez biuro podróży. Mój i Jakuba pomysł był prosty: oby było ekscytująco! Szkocja. Nie pada. Jest […]

Impreza (nie do końca weselna) – druga część Blogogodów

Druga część Blogogodów stanowiła już trochę mniejsze wyzwanie, nie mogę jednak napisać, że tym razem siedzieliśmy z drinkami z parasolką i patrzyliśmy, jak inni robią wszystko za nas. Także tutaj sporo się nabiegaliśmy (ja dosłownie), by wszystko dopiąć na ostatni guzik i by nic się nie posypało po drodze. Impreza dla przyjaciół i znajomych, zwana przeze mnie „drugą częścią Blogogodów”, odbyła się tydzień po ślubie. Plan był następujący: dobrze się bawić, potańczyć, pojeść, powygłupiać. W naszych klimatach, przy naszej (dość ostrej i nietypowej) muzyce. Ci, którzy traktują imprezę jak wesele, srogo się mylą. Dlaczego? Już Wam tłumaczę. Mieliśmy efektowne wejście – ja w stroju Czechożydkowo-słowiańskim, Jakub wyglądający jak wielki, groźny bloger 😉

I w Stutthofie nie śpiewają ptaki… (26.09.2015)

Przez ostatni weekend września działo się sporo – miała miejsce największa chyba impreza blogerska w Polsce, czyli Blog Forum Gdańsk. Kuba, jak to Kuba, został jednym z uczestników, ja natomiast z racji niedostania się musiałam sobie jakoś zorganizować czas, kiedy Prószyński będzie bawił w Gdańsku. Mój świeżo upieczony ślubny zaproponował mi po jakimś czasie, bym pojechała razem z nim. Pomyślała sobie: No dobrze, ale co ja tam będę robić? Trójmiasto zwiedziłam wzdłuż i wszerz, nic owego tam właściwie na mnie nie czekało, poza sopockim cmentarzem żydowskim, synagogą we Wrzeszczu oraz… I wtedy doznałam olśnienia. Muzeum Stutthof! Tam mnie jeszcze nie było! Jakub zdążył się kilka razy załamać, próbował mnie odwieść od tego pomysłu, ale nie dałam się. Kiedy On w […]

Stand by me :)

Stało się. Wyszłam za mąż!!! Ten dzień musiał kiedyś nadejść. Raz wyczekiwany, raz znienawidzony, musiał nadejść. Trzeci października 2015 roku. Dzień, kiedy to miałam zmienić nie tylko nazwisko, ale także – jakby nie było – część swojego życia. Oj, to nie był zwyczajny czas. Przede wszystkim nie można tu mówić o utartym obrazie, kiedy to jako panna młoda siedzę w domu i denerwuję się wszystkim. Nerwy miały dopiero nadejść 😉