Mała, słodka Anatewka („Skrzypek na dachu”, Teatr Żydowski w Warszawie)

Pierwszy raz Skrzypka na dachu widziałam siedem lat temu, jakoś niedługo po maturze. Raz, że moje wcześniejsze doświadczenia z teatrem Bóg wie jakie nie były (i nie było ich dużo), dwa, była to moja pierwsza wizyta w Teatrze Żydowskim. Pamiętam, że zachwycało mnie wszystko (ze starym budynkiem przy Placu Grzybowskim), natomiast sama sztuka wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Trudno się dziwić, jest to w końcu niezłe widowisko.

Mimo, iż z reguły nie wracam do niczego, co już kiedyś przeczytałam czy obejrzałam, tak z chęcią zdecydowałam się na zobaczenie Skrzypka po raz drugi. Po Marienbadzie zachciało mi się więcej spektakli o tematyce żydowskiej. A nie istnieje przecież bardziej żydowska sztuka, niż właśnie Skrzypek na dachu!

Parę słów na początek: Skrzypek na dachu to musical luźno oparty na powieści Szolema Alejchema pt. Dzieje Tewji Mleczarza. Akcja dzieje się na początku dwudziestego wieku w carskiej Rosji, we wsi o nazwie Anatewka. Główny bohater to Tewje – wygadany i inteligentny, ale także biedny żydowski mleczarz, ojciec pięciu córek. Tewje wraz z rodziną są częścią składową żydowskiej społeczności Anatewki, gdzie obok siebie mieszkają wyznawcy judaizmu i chrześcijanie. Tewje, jak na kochającego ojca przystało, chce jak najlepiej dla swoich dorastających córek. Co za tym idzie – chce, by dobrze wyszły za mąż, co przy zmieniających się realiach i społeczeństwie, okazuje się źródłem zabawnych sytuacji, ale także i konfliktów: między głównym bohaterem a jego żoną, dziećmi, otoczeniem, ale także jego własnymi przekonaniami.

Powieść Alejchema (różniącą się od musicalu pod wieloma względami) można bez problemu dostać w każdej większej bibliotece czy antykwariatach. Sztuka natomiast została zekranizowana w 1971 roku, ekranizacja zgarnęła sporo nagród i rozsławiła historię Tewji i jego córek na cały świat.

Jak do tematu tak ważnej i znanej historii podeszła ekipa Teatru Żydowskiego tym razem? Coś się zmieniło czy nie ma większej różnicy od tego, co widziałam siedem lat temu?

 

 

Różnic parę jest. Przede wszystkim tym razem Teatr wystawiał spektakl nie w swojej siedzibie przy placu Grzybowskim, ale w warszawskim Klubie Garnizonowym. Miałam to szczęście, że za pierwszym razem widziałam Skrzypka właśnie w starym, nieistniejącym już budynku Teatru (którego do tej pory nie odżałowałam, tak między nami mówiąc) – spektakl miał wtedy niesamowitą atmosferę! Zwłaszcza scena na cmentarzu. Niestety, obecnie Teatr Żydowski swojej siedziby nie posiada.

Jeżeli chodzi o obsadę to muszę przyznać, że przed siedmiu laty byłam nieobytą i niewyrobioną dziewczyną, dlatego też nie zarejestrowałam, kto kogo grał i czy obsada bardzo mocno się zmieniła. #blogerskiprofesjonalizm

Skupiłam się więc na stronie realizacyjnej. Czy sztuka dalej jest efektowna? Czy ponownie wywarła na mnie wrażenie?

Oczywiście! Myślę, że historia Tewji i jego rodziny nigdy mi się nie znudzi. Nieważne, jaką jej wersję widzę – czy filmową, czy teatralną, zawsze daję się wciągnąć. Jeśli chodzi o wersję sceniczną to Skrzypek na dachu w wykonaniu warszawskiego Teatru Żydowskiego dalej jest rewelacyjny. Mimo zmiany miejsca wystawiania wszystko wyglądało dobrze, aczkolwiek zabrakło mi atmosfery w scenie na cmentarzu właśnie, trudno jednak kogokolwiek o to winić. Chyba mało która scena jest przystosowana do tańca duchów przodków i latającej pod sufitem Frumy Sary 🙂

Powiem szczerze, nie odczułam wielkiej różnicy w odbiorze. Mimo, iż jestem starsza i mam o wiele większą wiedzę na temat historii i kultury Żydów aszkenazyjskich, dałam się porwać opowieści o mieszkańcach Anatewki i chłonęłam ją tak, jak przed laty. To dotyczyło także słuchania piosenek, których sporą część znam na pamięć – i tak się przy nich wzruszałam!

Wszystkim niezdecydowanym i zastanawiającym się nad wizytą w teatrze serdecznie polecam Skrzypka na dachu. Raz, że jest to najsłynniejsza sztuka Teatru Żydowskiego, dwa, te piosenki! Ta choreografia! Idźcie, koniecznie idźcie.

 

 

 

Jakiś czas po obejrzeniu Skrzypka naszła mnie refleksja, że cała ekipa Teatru Żydowskiego znalazła się w podobnej sytuacji, co bohaterowie ich flagowej sztuki. Pracownicy zostali zmuszeni do opuszczenia swojej siedziby, w której urzędowali od wielu lat (i która powstała specjalnie dla Teatru Żydowskiego), teraz występują w kilku miejscach. Trudno co prawda porównywać obydwie sprawy, niemniej jednak wydaje mi się, że coś jest na rzeczy. Kto wie, może po latach w książkach o tym teatrze będą się pojawiać podobne odniesienia?

Dzieje Teatru jednak toczą się na szczęście inaczej, niż postaci ze Skrzypka – Teatr Żydowski działa, przedstawienia są cały czas grane (na niektóre ciężko jest dostać bilety). Szczerze życzę całemu zespołowi, by funkcjonował i by dostał swoje własne miejsce w przestrzeni Warszawy.

A tymczasem nie pozostaje mi nic innego, jak chodzić na ich spektakle i wspominać o nich na blogu.

Autorką wszystkich zdjęć wykorzystanych we wpisie jest Olga Cieślar, zdjęcia pożyczyłam ze strony Teatru Żydowskiego