Przeczytane w październiku 2017

Ech, październik. Miesiąc załatwiania rozmaitych spraw, przygotowań do zmiany pracy oraz biegania po lekarzach (wszystkie badania kontrolne złożyły się akurat na ten sam miesiąc, do tego od jakiegoś czasu regularnie odwiedzam dentystkę… Nie nudzę się).

Podsumowanie miało powstać zdecydowanie wcześniej, ale przez pierwsze dni listopada byłam na radosnym bezrobociu, które w większości spędziłam poza domem. Także sami rozumiecie ^^’

W ubiegłym miesiącu nie przeczytałam zbyt wiele wbrew pozorom. Część tego, co znajdziecie poniżej, zaczęłam już we wrześniu, ale nie zdążyłam paru tytułów skończyć.

Tak na marginesie to dostaję sporo wiadomości z zapytaniem, jak udaje mi się znaleźć tyle czasu na czytanie. Muszę powiedzieć, że niektórzy z Was mocno mi schlebiają, ale naprawdę nie ma potrzeby – wszystko jest do zrobienia, nie jestem nadczłowiekiem, który nie śpi, bo czyta ^^. Zauważcie, że od jakiegoś czasu na blogu sporo piszę o audiobookach, na które nie muszę nawet specjalnie szukać czasu, ponieważ słucham je w drodze do pracy czy podczas sprzątania/gotowania/dziergania etc. Teraz czytelnictwo powinno mi mocno podskoczyć, ponieważ od kilku dni pracuję w Sulejówku pod Warszawą, dokąd jadę od siebie ze Służewca ponad czterdzieści minut.

Niemniej jednak dziękuję za wszystkie miłe wiadomości.

Przejdźmy do podsumowania. Kolejność przypadkowa.

 

 

  • Joanne Kathleen Rowling, Trafny wybór

Długo mi się z tym zeszło – zaczęłam czytać Trafny wybór jeszcze podczas pobytu w Barcelonie, skończyłam po… dwóch tygodniach? Trzech? Coś koło tego.

Cóż mogę powiedzieć, podobało mi się. Jako osoba wychowana na książkach o Harrym Potterze byłam cholernie ciekawa Trafnego wyboru, a zwłaszcza tego, w jaki sposób Rowling będzie snuła swoją opowieść. Okazuje się, że umie pisać powieści dla dorosłych.

Czasami było dla mnie trochę za ciężko, nie mogłam się skupić. Też mi nie pomagało to, że autorka zdecydowała się pisać o wielu osobach, często przechodząc z jednej postaci do drugiej w tym samym akapicie. Nie jestem przyzwyczajona do tego typu zabiegów, osobiście inaczej bym rozbiła tekst, ale to tylko moja uwaga. Innym może się to czytać bardzo dobrze.

Generalnie polecam, warto.

 

  • Tomáš Garrigue Masaryk, Ideály humanitní

Postanowiłam powrócić do czytania czeskich książek w oryginale (zwłaszcza, że chwilowo nie mam codziennego kontaktu z czeskim, chyba, że napiszę maila w pracy, puszczę sobie podcast czy poczytam gazetę). Plus dojrzałam do tego, by wreszcie nauczyć się pisać po czesku bez błędów. Normalnie wstyd, jestem magistrem bohemistyki, a raz na jakiś czas uciekają mi długości…

Zaczęłam dość ambitnie od zbioru tekstów pierwszego prezydenta Czechosłowacji. Masaryk jest postacią bardzo ważną dla Czechów (jego wizerunek znajduje się nawet na jednym z banknotów, konkretnie tym o wartości 5000 czeskich koron) i prędzej czy później jakaś wzmianka na jego temat pewnie by się u mnie na blogu pojawiła.

Zbiór ten zawiera trzy prace powstałe na podstawie wykładów Masaryka. Ich wspólnym wątkiem jest humanitaryzm osadzony w kontekście czeskiej i ogólnoeuropejskiej historii. Czyta się dobrze, aczkolwiek często łapałam się na tym, że nie znam jakiegoś słowa, po czym po sprawdzeniu okazywało się, że miałam prawo czegoś nie znać, ponieważ dane pojęcie pochodziło z języka słowackiego. No cóż… Dobry bohemista powinien się ciągle dokształcać, nieprawdaż?

Mi osobiście najbardziej przypadła do gustu część o etyce i moralnym postępowaniu.

W ramach ciekawostki: w poszukiwaniu jakichkolwiek tłumaczeń na polski znalazłam w odmętach katalogu Biblioteki Narodowej takie coś. Niestety, dostęp jest możliwy tylko w czytelniach BN-u, ale jeżeli komuś z Was uda się tam zajrzeć przy okazji, to można na to zerknąć.

 

  • Maria Zarębińska-Broniewska, Opowiadania oświęcimskie

Ta cieniutka książeczka czekała na moją uwagę ponad rok. Swoją drogą do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że wpadła w moje ręce; została wydana w 1948 roku, z tego, co pamiętam, w niewielkim nakładzie, nie wiem, czy przypadkiem nie jest już białym krukiem. Weszłam w jej posiadanie przypadkiem (upolowałam ją na facebookowej grupie z wymianami).

Przedwczesna śmierć autorki to moim zdaniem wielka strata dla polskiej literatury. Żona Władysława Broniewskiego w kilkustronicowym opowiadaniu potrafiła zawrzeć taki ładunek emocji, że nawet mną to wstrząsało. Nie wiem, dlaczego o Opowiadaniach oświęcimskich jakoś się nie wspomina, nie miałam wcześniej pojęcia, że taka rzecz istnieje. A jest naprawdę dobra.

 

  • Jojo Moyes, Zanim się pojawiłeś (audiobook)

Jako powieść jest w porządku, aczkolwiek z perspektywy czasu myślę, że osobiście gdybym mogła, to bym głównej bohaterce parę razy strzeliła w łeb, była tak niekumata… Podobał mi się jednak opis przemiany, przez którą przechodzi Lou, oraz to, jak zmienia się jej postrzeganie świata.

Autorka ciekawie i bez zbędnego patosu podeszła do tematu nieuleczalnych chorób, powypadkowych konsekwencji, a przede wszystkim – eutanazji. Nie wiem, na ile jest to zgodne z rzeczywistością, ale nie mam zastrzeżeń; mogło być z nadmiarem emocji i przesadą, moim zdaniem wyszło OK.

Nie powiem, by mi to cokolwiek urwało, ale nadaje się jako coś do poczytania. Większych debilizmów nie stwierdziłam.

Co do audiobooka – oj, miałam z nim przeprawę! A konkretnie z lektorką, która z początku irytowała mnie niemożebnie. Czytała wszystkie teksty jednym tonem, nie mogłam odróżnić, kto w danym momencie zabiera głos, do tego czasami nabierała jakiejś dziwnej maniery, czytała dialogi z porąbaną intonacją, kompletnie nie mogłam się na tym audiobooku skupić. Z czasem zrobiło się znośnie, przyzwyczaiłam się i jakoś dociągnęłam do końca. Na przyszłość jednak, jeżeli przy jakiś tytule zobaczę nazwisko tej pani jako lektorki, nie sięgnę po książkę.

 

  • Zygmunt Bauman, Rozmowy o socjologii

Sięgnęłam po to z ciekawości i nie było jakoś strasznie. Niektóre z omawianych tematów kojarzyłam ze studiów, o innych opowiadał mi Jakub (socjolog z wykształcenia). Całość niespecjalnie dotyczyła moich zainteresowań, ale przyjemnie mi się to czytało. Aczkolwiek nie jest to łatwa lektura! Wymaga skupienia, dużego skupienia, do tego zerkania na przypisy. Może dla socjologów jest (będzie) o wiele bardziej przystępna niż dla mnie, kulturoznawczyni ze sklerozą.

 

  • Wojciech Kuczok, Opowieści przebrane

Powiem tak: ojej. <3

Nie czytałam Gnoju, nie wiedziałam, kim jest Kuczok i o czym pisze. Po Opowieści przebrane zabrałam się z myślą, że to może być coś interesującego.

I było. Ten sposób pisania o sprawach erotycznych! Ta cielesność człowieka oddana w taki sposób!

Dość powiedzieć, że przy tekście o gaździnie aż i ja się zarumieniłam. Co mi się nie zdarza.

Żeby nie było, Opowieści są zbiorem opowiadań i nie w każdym jest wątek erotyczny. Ten jednak moim zdaniem przebija się i pozostaje w pamięci.

 

  • Leonard Newman, Ralph Erber, Zrozumieć Zagładę. Społeczna psychologia Holokaustu

Kiedy dorwałam tę publikację na wymianie cieszyłam się jak durna – wreszcie poczytam o Holokauście z perspektywy psychologicznej! Poszerzę swoją wiedzę! Na studiach liznęłam co nieco z tej tematyki, ale było tego tyle, co kot napłakał, a tymczasem cały czas chciałam się dokształcić i poukładać sobie w głowie nagromadzone przez lata strzępki informacji.

Cóż… Przewaliłam jakimś cudem 1/3 i dałam sobie spokój.

Widocznie artykuły naukowe z zakresu psychologii nie są moją bajką. Mimo, iż omawiane zagadnienia były mi bliskie i w jakimś stopniu mnie ciekawiły, nie było rozdziału, nad którym bym nie usnęła. Może to jest kwestia języka, może nie umiem myśleć w taki sposób (jestem tylko zwykłym kulturoznawcą), w każdym razie zrezygnowałam. Im dalej brnęłam, tym gorzej było.

Nie był to czas stracony, czegoś się jednak dowiedziałam. Ale jeżeli chcecie poczytać coś na temat psychologii Holokaustu i tak, jak ja nie siedzicie zbytnio w tematach związanych z psychologią to radzę poszukać czegoś lżejszego.

 

Plan na listopad? Zlikwidować stertę czeskiej prasy, która kwitnie od miesięcy na parapecie… Plus czytać po czesku.

 

Źródło zdjęcia w nagłówku: Death to Stock