Przygody Czechożydka w Szkocji sezon trzeci

O matko, jak ten czas leci! Ledwie wrzuciłam poprzednią serię Przygód, a teraz publikuję już trzeci sezon! Sama nie wiem, kiedy te pół roku od momentu publikacji zleciało.

O co chodzi: Przygody Czechożydka w Szkocji to podróżniczo-rozrywkowy cykl wpisów wpierw na moim prywatnym profilu na Facebooku, obecnie zaś na fanpage’u bloga. Cykl ten dotyczy, rzecz jasna, przygód przeżytych w Szkocji, głównie w Glasgow i większych miastach. Odcinki powstają na bieżąco w trakcie podróży.

Jeżeli nie znacie poprzednich Czechożydkowych przygód to zapraszam do lektury pierwszego (część pierwsza/część druga) oraz drugiego sezonu. Pierwszy sezon dotyczył mojej i Jakuba podróży poślubnej, drugi zaś krótkiego wypadu do Glasgow i Edynburgu.

Ten wpis poświęcony jest wyprawie, na którą wyruszyliśmy z Adamem i Dorotą w sierpniu. Ci nie dość, że dzielnie nam towarzyszyli, to jeszcze uczynili tydzień spędzony w Szkocji pełnym wrażeń. Zwiedziliśmy razem Glasgow, Edynburg, Stirling, Luss i kawałek wyspy Arran. Dziękuję!

(4.09.2017) Odcinek pierwszy – warto znać spelling lotniczy

Pan z Ubera mówił, że mamy czekać przy Pick Up E (na lotnisku wszędzie). Problem polega na tym, że tam strefy mają litery od A do D.
Panu chodziło o A. Jak Alpha. Gdyby nie moja znajomość spellingu to byśmy pewnie cały budynek obeszli.
Pan kierowca był z Indii.
Żeby było śmieszniej, przy pożegnaniu powiedział nam „do widzenia”.
Co ta Szkocja, to ja nie wiem.
Na zdjęciu fragment oldschoolowego saloniku w wynajmowanym przez nas mieszkaniu. Nie wiem, jak Wy, ale ja to kocham!

 

(4.09.2017) Odcinek drugi – zwiedzanie Glasgow

Obraz pt. Kiedy koledzy przychodzą wyprosić dla Ciebie wychodne (tytuł made by Jakub)

 

(4.09.2017) Odcinek trzeci – prawdziwe oblicze Doroty

Od zawsze wiedziałam, że jestem zadziwiająca. Dzisiaj świat ujrzał moje prawdziwe ja.

 

(5.09.2017) Odcinek czwarty – homopropaganda

Wszyscy trąbią, że Brexit to, Brexit tamto. Przyjechałam ja do Stirling, weszłam na wzgórze z wieżą i zastałam przepiękną homopropagandę. UK to nie tylko Brexit.
Love <3

PS Robię sobie żarty. Sama jestem chodzącą homopropagandą
Miejsce zrobienia zdjęcia: The Wallace Monument (a dokładnie placyk przed wejściem). Widoczki przepiękne.

 

(6.09.2017) Odcinek piąty – świat Harry’ego Pottera a Edynburg

Poszliśmy na cmentarz Greyfriars Kirk. Pan w informacji powiedział nam, że na tym cmentarzu znajdują się nagrobki z nazwiskami, które Joanne Rowling wykorzystała w swoim cyklu o Harrym Potterze.
I faktycznie coś jest na rzeczy.
Cmentarz ładny.

 

(6.09.2017) Odcinek szósty – heheszki

Dzisiaj był dzień heheszków, najlepsze zaś było heheszkowe zwiedzanie podziemnego miasta w Edynburgu. Dlaczego heheszkowe? Ano dlatego, że przewodnik był idealny – śmieszek, z lekką nutą szaleństwa, ale jednocześnie autentyczny i poważny, kiedy sytuacja tego wymagała.
Gorąco polecam wycieczkę „The City of the Dead”, jest warta każdych pieniędzy!
Na zdjęciu – heheszkowa tablica niedaleko zamku. Cóż, mnie śmieszy.

(dop. 18.09.2017 – naprawdę polecam tę wycieczkę, zwłaszcza z tym konkretnym przewodnikiem. Niezapomniane przeżycie!)

 

(7.09.2017) Odcinek siódmy – gdy Ci smutno, gdy Ci źle

W ramach przerwy od podbijania Szkocji (i podleczenia mojego przeziębienia) zrobiliśmy sobie dzień chodzenia po sklepach.

Kocham charity shopy. Nie ma dla mnie nic lepszego na smutki, niż kupienie czegoś dobrego po taniości.

No i mam przepiękną koszulkę z Tardis!

 

(8.09.2017) Odcinek ósmy – plany urlopowe

Niektórzy jadą na urlop, by odpocząć.
Ja pojechałam do Szkocji zapierdalać po wzgórzach.

 

(8.09.2017) Odcinek dziewiąty – kaczki!

Dzisiejszy dzień sponsorują przede wszystkim kaczki znad jeziora Loch Lomond. Nie dość, że zabawne, to jeszcze nie bały się nas wcale. Widocznie nikt im krzywdy nie robi.
Polecam wycieczki nad Loch Lomond w celach wypoczynkowych i mających na celu zajechanie ledwo co doleczonego z przeziębienia organizmu. Nic tak nie dobija płuc, jak bieganie po wzgórzach.
Przez całą wyprawę miałam nadzieję, że natrafię na jakiegoś przystojnego semesenpaia rodem z Kawaii Scotland, ale widziałam tylko biegające owce.
Cóż…

 

(9.09.2017) Odcinek dziesiąty – lokalna mafia

Albo ten moment, kiedy spacerujesz sobie pośród wzgórz i drogę zastępuje Ci lokalna mafia.

 

(10.09.2017) Odcinek jedenasty – heheszki z metra

Nic dodać, nic ująć!

 

(10.09.2017) Odcinek dwunasty – z myślą o następnej wizycie

Za ponad godzinę wracam do Polski. W Szkocji zostawiliśmy kupę pieniędzy (jak zwykle), obkupiliśmy się w dobra (jak zwykle), wracamy szczęśliwi i z głowami pełnymi refleksji.
Mówi się tutaj o Brexicie. Nie wszędzie, ale się mówi. Nie wygląda, jakby Szkoci się cieszyli. Miejmy nadzieję, że nie odbije się to na tej pięknej ziemi aż za bardzo.
O Brexicie mówili i mówią mądrzejsi ode mnie, pozwolę więc sobie na jedną uwagę. Mam nadzieję, że Brexit nie sprawi, że wypady czysto turystyczne nagle staną się utrudnione lub wręcz niemożliwe. Bo Szkocja jest przepiękna i warto tu przyjeżdżać. A potem wracać, i wracać, i wracać…
Zdjęcie zrobiłam na wyspie Arran.

 

Uprzedzając pytania o kolejny sezon – nie wiem. Jeszcze nie mamy z Jakubem planów urlopowych na przyszły rok.

Jeżeli ktoś chciałby podążyć naszymi śladami to niech pisze w komentarzach lub na adres czechozydek@gmail.com, chętnie pomogę (w miarę moich możliwości).

 

Zdjęcie w nagłówku: Asa Rodger, Unsplash