Avrom Bendavid-Val, „Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta”

Jakiś czas temu weszłam w posiadanie omawianej dziś książki w ramach wymiany. Fakt ten ucieszył mnie, ponieważ Niebiosa są puste traktuje o Trochenbrodzie – żydowskim miasteczku na Wołyniu, w czasie wojny praktycznie startym z powierzchni ziemi. Miejsce to istnieje teraz tylko we wspomnieniach dawnych mieszkańców, ich potomków i osób zainteresowanych jego historią, a także w literaturze i filmie.

O Trochenbrodzie pisałam tutaj kiedyś, przy okazji omawiania powieści Jonathana Safrana Foera pt. Wszystko jest iluminacją oraz filmu na jej podstawie.  Kiedy nadarzyła się okazja zdobycia publikacji na temat tego miasta, nie wahałam się ani chwili, brałam ją w ciemno, nie mając pojęcia, co to właściwie jest i czy coś sobą reprezentuje.

#blogerskiprofesjonalizm

Słowem wstępu: ojciec autora, JomTow Beider, pochodził z Trochenbrodu. W latach dziewięćdziesiątych Avrom Bendavid-Val (będąc akurat w Polsce) zdecydował się wyruszyć za polsko-ukraińską granicę w poszukiwaniu miejsca, gdzie urodził się i dorastał jego ojciec. Wyprawa zaowocowała kilkunastoma latami badań, zbierania materiałów i świadectw dotyczących historii miasta. Efekt pracy autora omawiam dzisiaj.

Niebiosa są puste potraktowałam z dużą dozą rezerwy, ale zarazem bez większych oczekiwań. Byłam ciekawa, co dokładnie udało się ustalić autorowi, natomiast nie zakładałam, że trzymam w ręku dzieło wybitne (czy też totalną chałę).

Co dostałam? Biografię nieistniejącego miasta, które dla wielu Żydów stanowiło (i stanowi do dziś) raj na ziemi. Trochenbrod, w prawie stu procentach żydowskie miasto, zbudowane przez Żydów.

Muszę przyznać, że po przeczytaniu przedmowy autorstwa Jonathana Safrana Foera byłam bardzo zaintrygowana – czy biografia faktycznie jest rzetelna? Jak autor podszedł do opisania życia mieszkańców, na czym właściwie bazował? Skąd brał informacje? W mojej głowie roiło się od pytań. Ciekawość, czy Bendavid-Val sprostał postawionemu samemu sobie zadaniu, nie dawała mi spokoju. Przeczytałam tę książkę w dwa dni, będąc zapracowaną i szykującą się do urlopu (czyt. miałam miliard innych rzeczy do roboty). Nie byłam w stanie tego odłożyć na dłużej niż kilka godzin.

Jestem pod olbrzymim wrażeniem tego, co Bendavid-Val zrobił na przestrzeni kilkunastu lat. Nie dość, że zebrał w jednym tomie rozmaite, rozsypane po świecie świadectwa mieszkańców Trochenbrodu lub okolicznych wsi (ewentualnie do tych świadectw nawiązał ze wskazaniem źródła), to jeszcze jeździł, badał, sprawdzał dokumenty (z pomocą tłumaczy), robił zdjęcia, nawiązywał kontakty z każdym, kto mógłby dodać coś jeszcze do tematu rodzinnego miasta jego ojca. On nie musiał tego robić. Nikt go do tego wszystkiego nie zmuszał. Szczerze go podziwiam za ogrom pracy i liczne poświęcenia (na pewno do takich doszło).

Historia Trochenbrodu w wydaniu Avroma Bendavida-Vala jest niesamowita. Pełna szczegółów, osadzona w kontekście historycznym danego okresu – jest to opowieść zaczynająca się od początków osadnictwa żydowskiego na terenach zaboru rosyjskiego, kończąca się zaś na czasach współczesnych. Nie jest to biografia miasta od momentu jego założenia do zagłady mieszkańców i zburzenia wszystkiego, co się na terenie Trochenbrodu znajdowało; bałam się, że autor wpadł na pomysł skupienia się li i jedynie na miasteczku, na szczęście myliłam się.

Nie mam żadnych zastrzeżeń poza jednym: miejscami trochę kulał język. Nie jest to typowa publikacja historyczna, Niebiosa są puste mają w sobie duży ładunek emocjonalny. Czasami drażniło mnie idealizowanie miasteczka, trochę za dużo było tych zachwytów. Nie jest to jednak coś, co sprawiłoby, że odradzałabym lekturę komukolwiek.

Niebiosa są puste to rzecz warta uwagi, zwłaszcza, że raczej nie ma problemów z jej dostępnością (nie jestem tego pewna w przypadku publikacji historycznych nt. Wołynia, w tym Trochenbrodu). Jako przybliżenie tematu, obok Wszystko jest iluminacją (fikcji, ale z wieloma elementami prawdy), Niebiosa… sprawdzają się świetnie.