Przeczytane w sierpniu 2017

Podsumowanie sierpnia zaczęłam pisać już wczoraj rano – o mamo, ile ja rzeczy przeczytałam! O ilu muszę Wam koniecznie opowiedzieć! To był naprawdę dobry miesiąc pod względem czytelniczym, zwłaszcza, że przekroczyłam dziewięćdziesiątkę przeczytanych w tym roku książek. W chwili pisania tego tekstu mam na koncie 94 (skończone i nieskończone – tych ostatnich jest malutko, bo chyba trzy albo cztery) tytuły. Wow. Powód do dumy.

Jeżeli chodzi o pozaczytelnicze sprawy to którejś soboty udałam się z bratem do miejsca pamięci na terenie obozu zagłady Treblinka. Będzie z tego relacja, zdecydowanie jest o czym pisać. Na razie wspomnę tylko, że przed wycieczką należy się nastawić na to, że zwiedzanie potrwa parę godzin. Mimo, iż z obozu zagłady nie zachowało się praktycznie nic, zaś z obozu pracy przymusowej fundamenty i parę innych rzeczy, po kompleksie można chodzić, i chodzić, i chodzić… Zdecydowanie nie jest to wizyta na godzinę. Chyba, że ktoś chce, nie będę mu bronić.

Sierpień upłynął mi także na załatwianiu rozmaitych spraw, w tym związanych z rychłym wyjazdem do Szkocji (trzecim z kolei). Tym razem wbiję się do jakiejś synagogi, choćby skały srały nie wiem co. Wylot już jutro!

Dobra, przejdźmy do właściwego podsumowania. Kolejność przypadkowa.

 

  • Hanna Krall, To ty jesteś Daniel, Tam już nie ma żadnej rzeki, Król kier znów na wylocie, Wyjątkowo długa linia, Hipnoza, Taniec na cudzym weselu, Trudności ze wstawaniem. Okna

Oddzielny zbiorczy wpis w przygotowaniu. Sierpień był miesiącem czytania Krall – nie żałuję! Aczkolwiek nie zaliczyłam wszystkiego, co mam w domu – po siedmiu pozycjach musiałam odpocząć od ciężkich tematycznie (ale za to doskonałych) reportaży Hanny Krall.

  • Jerzy Andrzejewski, Intermezzo i inne opowiadania

Pierwsze spotkanie z twórczością Andrzejewskiego, jednocześnie pozytywne zaskoczenie. Jest to bowiem pierwszy od dawna zbiór opowiadań, który czytałam z przyjemnością. Niektóre teksty są przyciężkawe, ale reszta za to reprezentuje sobą bardzo wysoki poziom. Moją uwagę szczególnie przykuł tekst o apelu w Oświęcimiu; Andrzejewski nie był więźniem tego obozu, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdybym o tym nie wiedziała, to po lekturze byłabym święcie przekonana, że autor spędził trochę czasu w Auschwitz.

Polecam, serio. Warto. Nie to, co Popiół i diament (wrażenia na końcu wpisu).

  • Elizabeth Gaskell, Panie z Cranford

O jeny, jakie to było dokładne. Szczegółowe. Dobre!

Słówko wstępu: Cranford to miasteczko, gdzie niewiele się dzieje. Mamy dziewiętnasty wiek, w społeczeństwie angielskim królują konwenanse (momentami takie, że aż mi się słabo robiło, nie byłabym w stanie się do nich dostosować). Mieszkanki miasta (stanowiące zdecydowaną większość, mężczyzn jest mało) wielki nacisk kładą na to, co wypada, a czego nie wypada robić. Kurwicy idzie dostać od niektórych ich zachowań. Na szczęście Gaskell nie napisała powieści moralizatorskiej, tylko książkę, której bohaterki starają się żyć na konkretnym, wysokim poziomie, często nie mając na to pieniędzy. To opowieść o ludziach, którzy zdają się nie dostrzegać, że świat wokół nich zmienia się i to dość gwałtownie; życie w Cranford toczy się pomału, a tytułowe panie kultywują stare zasady i zachowania, bo w nich czują się bezpiecznie.

Fascynujące. Najbardziej podobało mi się to, że Gaskell często skupiała się na opisach pomieszczeń i bibelotów – uwielbiam to! Zwłaszcza w literaturze brytyjskiej.

Miłe, przyjemne, miejscami trochę smutne.

  • Marcin Wicha, Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Oddzielny wpis tutaj.

  • Szymon Majewski, Życie w pożyciu (audiobook) 

Pierwszy audiobook w tym roku. Lubię książki do słuchania, ale rzadko kiedy mam na nie ochotę. Tutaj potrzeba przezwyciężyła zwyczajowe szukanie alternatywy, bowiem miałam do poskładania stertę upranych ciuchów, a piekielnie nie chciało mi się tego robić. W ramach zmotywowania się włączyłam Życie w pożyciu, po czym poskładałam pranie, wstawiłam pralkę, wysprzątałam gabinet, poprzestawiałam parę rzeczy na półkach… _^_

Z początku trudno mi było przyzwyczaić się do tonu głosu autora (wielki plus – felietony czyta sam Szymon Majewski), był dość płaski i ździebko usypiający, ale im dalej, tym coraz lepiej. Teksty są krótkie, zabawne, humor nie jest na siłę (jak to czasami bywało w Szymon Majewski Show, które to dawno temu oglądałam regularnie). W niektórych anegdotach rozpoznałam albo siebie, albo Jakuba; nie da się powiedzieć, że wszystkie małżeństwa mają zbiór elementów wspólnych, ale czasami znajdzie się coś, co przypadło w udziale zarówno nam, jak i innym (w tym Majewskim). Życie w małżeństwie takie jest ^^

Polecam dla odprężenia. Idealne na podróż czy do umilenia codziennych czynności.

 

  • Magda Omilianowicz, Bestia. Studium zła 

Ciężki kaliber.

Być może słyszeliście o Wampirze z Bytowa – człowieku, który ma na sumieniu dziesiątki brutalnych i przerażających morderstw.

Trudno stwierdzić, ile z przypisywanych mu zbrodni faktycznie popełnił Leszek Pękalski. Czy rzeczywiście przyznał się do swoich czynów, czy też przypisał sobie cudze działania, wprowadzając przesłuchujących go policjantów w błąd, wodząc ich za nos? Nie da się także powiedzieć, czy liczba zabójstw na koncie Pękalskiego jest kompletna. Być może jest tego więcej?

Autorka zadbała o to, by nie mówić o Pękalskim tego, co nasuwa się chyba każdemu czytelnikowi Bestii – że to zwyrodnialec. Tytułowa bestia. Człowiek, który nie ma prawa przebywać między ludźmi, może nawet żyć. Przy takim ogromie zła, które wyrządził, łatwo o przypinanie łatek, rzucanie obelg, gróźb karalnych. W przypadku rodzin ofiar – łatwo o chęć samosądu zaraz po tym, jak Pękalski wyjdzie z więzienia.

Reportaż czyta się błyskawicznie (tak było w moim przypadku). Absolutnie nie jest jednak lekturą do poduszki, zwłaszcza dla kobiet. Gros swoich ofiar Pękalski zgwałcił, zanim je zamordował. O bezczeszczeniu zwłok nie mówię. Brrr.

To chory, niedorozwinięty człowiek. Chyba tylko taki mógł posunąć się do takich okropieństw.

Szczerze polecam Bestię. Studium zła. Ku przestrodze i zastanowieniu.

 

  • Brittainy C. Cherry, Kochając pana Danielsa 

Posłużę się moją opinią z Lubimy Czytać.

Długo wahałam się, jaką ocenę wystawić tej powieści. Z jednej strony bowiem jest pełna banałów, miejscami przewidywalna, język nie powala, dialogi chwilami są sztuczne… Ale też Kochając pana Danielsa porusza bardzo ważne i warte zastanowienia wątki. Nawet nie romans uczennicy z nauczycielem (różnica wieku nie jest wielka i umówmy się, w innych realiach taki związek nikogo by nie dziwił. Elementem szokującym jest jedynie fakt, że ona jest uczennicą, on nauczycielem) – moją uwagę przykuł temat żałoby po rodzeństwie i trudne lub wręcz nikłe relacje między członkami rodziny, gdzie jedno z dzieci umiera.

Nie wiem, jak reklamowana była ta powieść, weszłam w jej posiadanie przez przypadek. Podejrzewam, że skupiono się właśnie na romansie i tytułowym „kochaniu pana Danielsa”. Co byłoby zrozumiałe ze względów marketingowych, jednocześnie mocno krzywdziłoby powieść i jej (nieliczne, ale jednak) walory.

To absolutnie nie jest zwykłe romansidło z rodzaju tych pisanych taśmowo. Czyta się dobrze (ale język czasami kuleje), nie jest nudno. Można to potraktować jako niegroźne i nieobowiązkowe czytadełko.

  • Avrom Bendavid-Val. Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta

Oddzielny wpis tutaj.

  • Andrzej Kuśniewicz, Lekcja martwego języka

Nie przebrnęłam nawet przez dwadzieścia stron. Po kilku próbach niezaśnięcia z nudów i zrozumienia, o co się rozchodzi, dałam sobie spokój.

  • Jerzy Andrzejewski, Popiół i diament

Rozczarowanie. Nie miałam wygórowanych oczekiwań – liczyłam na to, że mnie ta powieść wciągnie. Do tej pory miałam pozytywne doświadczenia z Andrzejewskim (vide: Intermezzo…). Tym razem niestety tak nie było… Gdzieś tak pod koniec zorientowałam się, że właściwie nie wiem, o czym ten Popiół i diament jest. Styl monotonny, wszystko takie jednostajne, nawet, jak się biją czy coś.

Nie widziałam filmu. Mimo nieciekawych wrażeń z lektury zamierzam jednak go obejrzeć. Czemu nie? Może zupełnie inaczej odbiorę tę historię.

 

 

PS Jeszcze słówko prywaty o Bestii – Jezu, jak się cieszę, że do tej pory miałam takie szczęście podczas samotnych wypraw. Że nie trafiłam na takiego Pękalskiego…

PS2 Wrażenia z paru tylko wspomnianych lektur ukażą się na blogu, jak wrócę z urlopu. Proszę o zrozumienie.

  • Gratulacje tylu przeczytanych książek. Napisz kiedyś, jak udaje Ci się to zrobić 🙂

    • Czechożydek

      Normalnie – staram się jak najmniej korzystać z Facebooka 😉 Poza tym akurat mam taką pracę, że jak nic się nie dzieje to mogę sobie podczytywać książki. W poprzedniej firmie tak nie mogłam i moje czytelnictwo wyglądało marnie. Dodatkowo teraz słucham audiobooki przy sprzątaniu lub w drodze do pracy i też nabijam dodatkowe tytuły 😉 Plus nie chodzę po knajpach (rzadko kiedy mi się to zdarza).