Szczepan Twardoch, „Król”

Moje pierwsze spotkanie z Twardochem i jego twórczością miało mieć miejsce kilka lat temu, tuż po wydaniu Morfiny. Niestety jakoś mi nie po drodze z tą książką, aczkolwiek cały czas o niej pamiętam i kiedyś pewnie ją przeczytam.

Los zesłał mi za to niedawno Króla, najnowsze dzieło Szczepana Twardocha, które musiałam, po prostu musiałam zgłębić, inaczej coś by mnie pewnie rozsadziło od środka. Pomyślałam sobie: Przedwojenna Warszawa! Żydzi! Żydzi z Nalewek! Żydowscy gangsterzy!!! Koniecznie muszę się z tym zapoznać!!!

I się zapoznałam.

Po Warszawskim niebotyku i Dwóch panach z branży przyszedł w moim życiu czas na kolejną powieść o międzywojennej Warszawie i jej mieszkańcach. Tym razem jednak jest nie o młodych ludziach wkraczających w dorosłość czy o dwóch takich, co chcieli otworzyć własne kino – zostałam rzucona w typowo męski, brutalny świat boksu, gangsterki, zabijania na zlecenie, słowem wszystkiego, co mogło się wiązać z kryminalnym półświatkiem Warszawy. Miła odmiana, muszę przyznać.

Akcja Króla dzieje się głównie w drugiej połowie lat trzydziestych. Hitler powoli zaczyna się rozkręcać w swoim szaleństwie, ale jeszcze nic tak naprawdę nie zwiastuje nadchodzącej wojennej pożogi. W Polsce nastroje antysemickie nabierają rozpędu, Warszawa jako miejsce zamieszkania ponad trzystu tysięcy Żydów powoli przestaje być miastem przyjaznym, ale zmiany zachodzą powolutku i niezbyt widocznie z początku. Ten trudny i bolesny czas po latach wspomina Mosze Inbar, warszawski Żyd mieszkający w Izraelu – przedmiotem jego wspomnień staje się zarówno on sam, jak i postać znanego warszawskiego boksera Jakuba Szapiro. Szapiro nie dość, że walczy, to jeszcze wykorzystuje swoje umiejętności i siłę do mniej lub wcale legalnych działań, takich jak wymuszenia, ściąganie haraczy, szeroko pojęta gangsterka. Poprzez jego historię czytelnik może poczuć ułamek tego, jak funkcjonowała mroczna i niebezpieczna część warszawskiego społeczeństwa.

Z początku bałam się trochę, że Twardoch będzie próbował nagiąć fakty dotyczące schyłku międzywojnia i że z materiału na ekstra powieść wyjdzie niestrawna papka. Moje obawy wynikały najprawdopodobniej z nieznajomości innych tekstów pisarza, ku mojej uldze okazały się całkowicie bezpodstawne. Szczepan Twardoch w moim odczuciu odrobił pracę domową i uczynił z Króla powieść pełną odniesień do świata, którego już nie ma, do miasta, jakim była międzywojenna Warszawa. Nie stwierdziłam żadnych debilizmów historycznych* ani niedociągnięć.

Fabularnie Twardoch kupił mnie już po kilkunastu stronach. Wydawałoby się, że Król jest powieścią tylko dla mężczyzn, która kobieta bowiem mogłaby zainteresować się historią o warszawskich kryminalistach? Otóż prawda jest taka, że Król wciąga także przedstawicielki mojej płci. Jest to rzecz cholernie fascynująca, o dziwo każdy akt przemocy jest jakoś uzasadniony (absolutnie nie została tutaj zastosowana zasada ręka, noga, mózg na ścianie), dość szybko zaczęłam nawet kibicować niektórym bohaterom. Postać Jakuba Szapiro do pewnego momentu bardzo mi się podobała. Do pewnego momentu tylko, albowiem Szapiro ewoluuje na przestrzeni kilku miesięcy – więcej nie zdradzę!

Twardochowi udało się zestawienie żydowskiej i polskiej Warszawy. Ba, pokusił się nawet o odwzorowanie podziałów w tej pierwszej części stolicy, co mnie trochę zaskoczyło, ale pozytywnie. Aczkolwiek nie jestem do końca pewna, czy w pewnym momencie autora nie poniosła wyobraźnia, natomiast na chwilę obecną (i mój stan wiedzy) nie mam żadnych argumentów przeciw.

Król jest ekstra. Co prawda zabrakło mi miejscami czegoś głębszego (zwłaszcza, że widać starania autora w tym kierunku!), mogłaby z tego wyjść o wiele bardziej wartościowa powieść. Niemniej jednak można czytać, polecam.

 

 

*dla osób zerkających na Czechożydka po raz pierwszy – nie mam wykształcenia historycznego, mogę się mylić.