Otóż mamy psa.

O moim i Jakuba psie, części rodziny Prószyńskich, wspomniałam tutaj może ze dwa, trzy razy. Wczoraj minęło dziewięć miesięcy, odkąd można o nas mówić, że jesteśmy „2+pies”.

Dlatego też uznałam, że czas najwyższy, byśmy się wszyscy trochę poroztkliwiali nad psim lokatorem zamieszkującym mieszkanie przy Rzymowskiego.

Proszę Państwa, oto Herbi.

 

 

Herbi ma dziesięć i pół roku i dumnie reprezentuje rasę kundelków Bo kundelki też mają swój honor.

Mimo statecznego wieku zachowuje się tak, jakby miał w nosie, ile ma lat. Jego zachowanie można sprowadzić do dwóch słów – jak szczeniak. Skacze, bawi się, zaczepia ludzi i inne psy, wszędzie wtyka nos. Lubi zwracać na siebie uwagę, ale na szczęście nie zawsze jest przy tym nachalny.

Herbi nade wszystko na świecie kocha piłeczki. Najbardziej tenisowe. Wystarczy poczekać, aż będzie w nastroju do zabawy i rzucić mu piłkę. Nie ma wtedy na świecie bardziej szczęśliwego psa.

Na widok piłeczki reaguje tak:

 

 

Herbi dorobił się już kilku ksywek i wariantów swojego imienia. O dziwo, na prawie wszystko reaguje. I tak jest Herbeuszem, Herbeuszem z pluszu, Pluszakiem, Dzióbkiem, Gałganem (w przypadku bycia niegrzecznym), a przede wszystkim – Gopnikiem. Gopnik to pokłosie mojej i Jakuba fascynacji kanałem na YouTube o nazwie Life of Boris (sprawdźcie koniecznie, słowiański ubaw po pachy) i jest to rosyjskie słowo na dresiarza. Herbiemu wiele brakuje do bycia dresiarzem, ale ksywka Gopnik przyjęła się u nas natychmiast (nawet nasi znajomi tak nazywają Herbiego).

Jak zapewne zauważyliście, Herbi dorobił się posłanka. W którym nie chce spać. Zdarza mu się, ale jego naukochańszym miejscem pozostanie kanapa w salonie. Już dawno machnęłam na to ręką, nabyłam jedynie w szmateksie kawałki zasłon, by nie brudził tapicerki.

Herbi poza mną i Kubą świata nie widzi. Cóż, z naszej dwójki bardziej jednak woli mnie. Kiedy jadę sobie gdzieś w piździet daleko, przez cały okres mojej nieobecności siedzi smutny i apatyczny. Je, śpi, na spacerkach mało co go ciekawi. Kiedy tylko wracam – nieważne, czy w nocy, czy wcześnie rano – natychmiast ma miejsce merdawka i wielkie, niepojęte szczęście u psa. Pańcia wróciła! Pańcia wróciła!!! Przez co Kuba jest trochę zazdrosny o uczucia psa. Bo też by tak chciał.

Herbeusz lubi przygody. Do przygód w życiu psa zaliczają się długie spacery po osiedlu, spotykanie innych psów, zabawy z naszymi znajomymi. Nie ma dnia, by mu się coś nie przytrafiło.

Na podwórku ma zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Najlepszy dzień to taki, kiedy na spacerku spotka Lulu – suczkę w typie husky, która uwielbia się bawić i zawsze się cieszy na widok Herbiego. Nie daj Boże jednak, kiedy na drodze naszego Gopnika stanie WBC, czyli Wielki Biały Ch*j, samiec przypominający pomnejszonego kaukaza. O matko, jakie awantury wtedy mają miejsce! Herbi, jakby mógł, urządziłby WBC z tyłka wielką schizmę, podpalił mu chałupę i przepędził precz ze stolicy. Nie mamy pojęcia, dlaczego aż tak nie lubi tego psa.

 

 

Herbi znany jest na osiedlu z tego, iż głośno wyraża swoje poglądy (zupełnie jak Pańcia!). Dlatego też, niestety, na spacerki chodzi w kagańcu. Nie wszyscy bowiem rozumieją, że on lubi sobie poszczekać i że wcale nie chce podpalić świata i odgryźć komuś rękę czy nogę. No, możę poza WBC, ale to już ustaliliśmy. Herbeusz szczeka, jak ktoś chodzi po korytarzu, jak jest niecierpliwy, chce się bawić z innym psem… I ma fioła na punkcie kółek.

Oj, kółka, ciężki temat. Nie wiemy, czemu ich nie lubi. Nieważne, co obok niego przejeżdża – czy rower, czy wózek z zakupami, samochód albo autobus. Szczeka na wszystko z uporem maniaka. I wyrywa się, dlatego jestem nauczona zapierać się z całej siły i trzymać smycz obiema rękoma, by ten mały głupek niczego i nikogo nie uszkodził. Wyjątek stanowią dla niego wózki dziecięce (ufff).

Poza tym wszyscy go kochają i on kocha wszystkich.

Herbi jest ze schroniska na Paluchu.

 

 

Przez większość swojego życia Herbi miał dom i właścicielkę, która go nie dość, że kochała, to jeszcze nauczyła, jak być dobrym, grzecznym psem. Jak nie niszczyć niczego w domu, załatwiać się na dworze (to się nie zawsze udaje), iść ładnie na smyczy. Musiała też bawić się z nim piłeczkami.

Herbiego przywiozła na Paluch straż miejska niedługo po tym, jak poprzednia właścicielka dostała udaru i trafiła do domu opieki.

W schronisku przebywał ponad rok.

Znajoma podesłała nam w lipcu ubiegłego link do facebookowego wydarzenia, gdzie były zdjęcia i historia Herbeusza. Mimo, iż chcieliśmy przygarnąć jakieś niewielkie stworzenie, zdecydowaliśmy się (tj. ja zaczęłam piać, że chcę tego psa, a Kuba się zgodził na spacer przedadopcyjny, bo czemu nie), że pojedziemy na Paluch i zobaczymy. Po bodajże dwóch tygodniach Herbeusz pojechał z nami do domu.

***

Nie będę Was namawiać na branie starszych kundelków ze schroniska. Nie każdy jest w stanie podjąć decyzję o adopcji wiekowego psiaka i ja to rozumiem.

Herbi jest w świetnej kondycji, nic mu nie dolega. Poza tym, że na spacerkach potrafi się dość szybko zmęczyć. Nie wiemy, ile czasu z nami spędzi, ale wszystko wskazuje na to, że ma przed sobą kilka lat szczęśliwego psiego życia, pełnego radości, tulasków i zabawy piłeczką.

Powiem tak – życie z takim Gopnikiem jest lepsze, niż bez.

A co do adopcji starszych zwierzaków to polecam Wam artykuł o tym jak pewna rodzina w Utah przygarnęła dwudziestoletniego (!) kota i jak ten koteł dał im wiele, wiele szczęścia. Tekst znajdziecie tutaj (klik).

Zdjęcia Herbiego są mojego lub Jakuba autorstwa