Przygody Czechożydka w Szkocji sezon pierwszy (1)

Miałam opublikować ten i następny wpis traktujący o moich perypetiach w Szkocji już dawno temu, ale z ambitnych planów wyszło to, co zwykle.

Korzystając z okazji, że podczas mojej ostatniej wizyty w Glasgow, która miała miejsce prawie dwa tygodnie temu narodził się drugi sezon Czechożydkowych przygód, publikuję od razu to, co trafiło na Facebooka przed rokiem.

Przygody Czechożydka w Szkocji to podróżniczo-rozrywkowy cykl wpisów na moim prywatnym profilu na Facebooku. Przygody może nie były Bóg wie jak spektakularne i odkrywcze, ale sami wiecie, że mały krok dla wielu ludzi często może być wielkim krokiem dla Doroty. W przypadku wyjazdu do Szkocji tych wielkich kroków było wiele – po raz pierwszy na przykład leciałam samolotem. Przeżyłam, polubiłam, w tym roku wylatałam kilkanaście godzin na rozmaitych trasach. To tak na marginesie 😉 Teksty są okraszone zdjęciami robionymi albo przeze mnie, albo przez Jakuba, w zależności od sytuacji. Miała tu też miejsce drobna korekta i dostosowanie formatu wpisów do bloga.

Pierwszy sezon dotyczy mojej i Jakuba podróży poślubnej, która miała miejsce w dniach 13-27.10.2015.

Szkocja jest miejscem malowniczym i cudownym, o czym mam nadzieję przekonacie się sami po lekturze poniższych postów. Have fun.

 

(15.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.1:
Spakowałam się, jak na Syberię. Wzięłam m.in. rękawiczki i czapkę zimową.
W Glasgow świeci tak ostre słońce, że mi oczy wariują.
Spędziliśmy wczoraj chyba dwie godziny na poszukiwaniach jakiejkolwiek damskiej czapki z daszkiem. Daremne żale, próżny trud, jest po sezonie, w sklepach są tylko męskie.
Ratunek odnalazłam w sklepie z suwenirami, gdzie nabyłam drogą kupna czapkę z napisami I <3 Scotland.
Wyglądam jak debil, ale:
1. To jedyna czapka, która na mnie pasuje,
2. Owa czapka kosztowała tylko nieco ponad trzy funty,
3. Cel został osiągnięty.
‪#‎czechożydekpodróżuje‬ ‪#‎królowaobciachuwkrajuizagranicą‬
UPDATE: kupiłam czapkę! W charity shopie w Edynburgu. :3

 

(15.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.2:
Jestem niemiła.
Nie mam ostatnimi czasy za dużo okazji, by mówić po angielsku, zardzewiał mi ten język i okazało się, że wyszły na jaw dziwne rzeczy.
Kiedy bowiem odpowiadam komuś na pytanie i się nie uśmiecham przy tym, brzmi to arogancko.
Nie wiem, czy to wynika z wyżej wymienionej rdzy, czy czegoś innego, ale wyszłam na chama xD
Jako ilustrację, może nie do końca związaną z tematem, wrzucam popiersie Królowej Wiktorii.

 

(16.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.3:
Pojechaliśmy nad Loch Lomond (jezioro takie). Jedną z lokalnych atrakcji było coś w rodzaju minizoo, a dokładniej ptasiego centrum. No, kupujecie bilet i idziecie oglądać sowy i sokoły. To miejsce nazywa się Loch Lomond Bird of Prey Centre.
I w tym miejscu była orlica. Największe ptaszysko, jakie widziałam w życiu z bliska. Na wybiegu, przywiązane do jakiegoś drążka.
Ta orlica nawoływała swojego opiekuna, który się krzątał niedaleko.
I ten opiekun, na nasze pytania, co jej jest, podszedł do orlicy i zaczął ją miziać po łbie.
I ćwierkać do ucha.
I PRZYTULAĆ SWOJĄ TWARZ DO JEJ WIELKIEGO, OSTREGO DZIOBA.
O.O
‪#‎hardcorelevelhard‬ ‪#‎czechożydekpodróżuje‬

 

(17.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.4:
Jechałam dzisiaj po raz pierwszy w życiu metrem w Glasgow.
Malutkie wagoniki.
I strasznie w nich trzęsie… ><‚
‪#‎miejchorobęlokomocyjną‬ ‪#‎chcijjeździćszalonymmetrem‬
A teraz jedziem podbijać stolicę. (wpis powstał w pociągu relacji Glasgow-Edynburg)

(17.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz. 5:
W Edynburgu jest plaża. Nad morzem.
Wyobraźcie sobie mój zaciesz, jak zobaczyłam morze. :3
Woda cieplejsza niż w Bałtyku kilka tygodni temu, sprawdzałam.
Poza tym polecam Edynburg – wcale się nie dziwię, że to właśnie to miasto jest stolicą Szkocji.
‪#‎czechożydekpodróżuje‬ ‪#‎zacieszjakudziecka‬ ‪#‎morzefajniejszeodzabytków‬

 

(18.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.6:
Byliśmy w ZOO w Edynburgu. Drogim, jak jasny pierun, ale trudno – widzieliśmy pandy!
Oraz to, jak jedna ze zwiedzających przykładała do szyby basenu dla pingwinów zapalniczkę, a wszyscy wokół (z nami włącznie) zataczali się ze śmiechu, widząc, jak jeden z pingwinów usiłuje złapać wspomnianą zapalniczkę.
Przez szybę, kochani, przez szybę.
‪#‎czechożydekpodróżuje‬ ‪#‎edinburghzoo‬ ‪#‎robieniezpingwinadebila‬

 

(19.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.7:
Panie Boże, kto wymyślił tak drogie bilety na pociąg w Szkocji?!
Tyle przygód, jedziemy do Aberdeen autobusem.
‪#‎kurtyna‬
A poza tym to w ramach chilloutu nadrobiłam fejsika. Jakie są z tego wnioski?
Bycie poza granicami rodzinnego kraju ma swoje plusy. O debatach, pojedynkach garsonek i przerzucaniu się tekstami w stylu „na trzeźwo nie zniesę” dowiaduję się li i jedynie z Internetu. Wystarczy go wyłączyć i ma się święty spokój!
Bo odpoczywający obok towarzysz mąż jest jedynym Polakiem w okolicy i też nie ma pojęcia, co się dzieje w kraju.

 

(20.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.8:
Ludzie w Szkocji masowo gubią drobne.
Nieliczni wiedzą, że szczycę się swoim znajdowaniem pieniędzy i biżuterii na ulicy (bycie sroką mam po matce). Dlatego też od pierwszego dnia pobytu na wyspach uważnie patrzę pod nogi, ponieważ co i rusz na coś trafiam (Kubuś, pacz, pieniążek!).
Znalazłam już w sumie ok. 60 pensów w monetach przeróżnych oraz dwa eurocenty. Według moich obliczeń do końca podróży powinnam dobić do funta. Trzymajcie kciuki.
Jako ilustrację poglądową macie zdjęcie Czechożydka z pieniążkiem. Znalezionym, ofc. Miejsce zrobienia zdjęcia: metro w Glasgow.
‪#‎czechożydekpodróżuje‬

 

(20.10.2015) Przygody Czechożydka w Szkocji cz.9:
Kuba poszedł do pubu oglądać mecz. Zamierzałam wykorzystać okazję i napisać wpis o większej ilości szkockich przygód…
Zamierzałam.
Jakub powrócił zły po półgodzinie, mówiąc, że wszędzie puszczają jakieś mistrzostwa Szkocji w czymśtam*. Obleciał wszystkie puby i nici wyszły z Jego oglądania, więc wrócił i zabrał mi laptopa.
W ten oto magiczny sposób powróciłam do lektury e-booka, mając obok siebie Kubę oglądającego transmisję online.
‪#‎czechożydekpodróżuje‬ ‪#‎blogerskifail‬ ‪#‎wpisbędziepóźniej‬
*nie powiedział tak, po prostu chcę wam pokazać, jak wielką sportową ignorantką jestem.

Ciąg dalszy nastąpi… 😉

 

PS W październiku ubiegłego roku, kiedy to beztrosko hasaliśmy sobie z Jakubem po Szkocji, odbyły się w Polsce wybory. Wtedy robiliśmy sobie podśmiechujki ze zwycięskiej partii, jednocześnie zaczęliśmy się bać, co to teraz nastanie. Dokładnie czternaście miesięcy później jednym z moich głównych zajęć stało się śledzenie demonstracji przeciwko władzy, przestałam także wierzyć w hasło, że gorzej być nie może.

Strach pomyśleć, co będzie pod koniec 2017 roku.

Autor zdjęcia w nagłówku: George Hiles, pozostałe fotografie są mojego lub Jakuba autorstwa