Czechożydkowe tipy na podróż po Szkocji :)

Chyba najmniej poważny ze wszystkich wpisów dotyczących podróży poślubnej, gdzie udowodnię, że mimo wyższego wykształcenia ja i mój mąż miewamy zaćmienia umysłu.

Moi drodzy. Ten tekst może dla wielu nie będzie zbyt odkrywczy, niemniej jednak mam nadzieję, iż komuś pomoże podczas pobytu w Szkocji. W Wielkiej Brytanii w ogóle. My z Jakubem pojechaliśmy tam kompletnie zieloni, nie wiedząc (i nie pamiętając) wielu ważnych rzeczy, teraz więc chcemy podzielić się doświadczeniem. Wyspy brytyjskie bowiem to nie kontynent, czasem można się nieźle zdziwić. Dlatego też (w kooperacji z własnym mężem) przedstawiam Wam listę tipów podróżniczych, które może nie ratują życia, ale znacznie je ułatwiają.

Niech jako ilustracje posłużą mniej lub bardziej dowciapne zdjęcia, zrobione przez moją osobę.

[instagram url=https://instagram.com/p/9JkD20TDvY/]

Po pierwsze – kupcie sobie przejściówki do gniazdek elektrycznych. Po angielsku nazywa się to visitor’s adapter/adaptor, jest dostępne w sklepach typu supermarket, trafika, suweniry itd. Bez tego nie naładujecie komórek, nie będziecie w stanie korzystać z laptopów ani nawet wysuszyć włosów, ponieważ brytyjskie gniazdka są zupełnie inaczej skontruowane. Nie podłączycie tam żadnego zasilacza z europejskiej dystrybucji, chyba, że ma odpowiednią końcówkę. Przejściówka wygląda mniej więcej tak, kosztuje trzy do czterech funtów, wystarczy podłączyć ją do gniazdka, a potem włożyć do niej np. wtyczkę ładowarki. Niby maleństwo, a ułatwia życie.

Po drugie – kombinujcie z noclegiem. Airbnb często jest tańsze niż hostele, a i nocleg jest w o wiele lepszych warunkach.My spaliśmy w wynajętym pokoju, mieliśmy dostęp do łazienki, kuchni, jedzenia w lodówce, no pełen serwis. Dodatkowo wielkim plusem była lokalizacja, samo centrum miasta. Naprawdę, szukajcie, a być może natraficie na okazję.

[instagram url=https://instagram.com/p/9OCsSbzDpy/]

Po trzecie –  roaming. Co wcale nie jest takie oczywiste. W naszym przypadku tylko ja miałam roaming w telefonie, czyli jak ktoś chciał zadzwonić do Kuby, to miał pecha. Jeżeli chodzi o internet, to my korzystaliśmy z Virgin Mobile, Kuba nie narzekał.

Po czwarte – informacje turystyczne nie gryzą, a mogą bardzo pomóc! Pierwszą napotkacie od razu po przylocie do Glasgow, ponieważ punkt znajduje się bezpośrednio na lotnisku, niedaleko wyjścia. Niezwykle miła pracownica nie dość, że odpowiedziała na każde nasze pytanie (od razu orientując się, że mój angielski nie jest tragiczny, ale ni chusteczki nie rozumiem szkockiego akcentu), to jeszcze dała nam mapy, ulotki, zarzuciła nas miliardem wskazówek, pokierowała na przystanek autobusowy i poradziła nam, że możemy korzystać z usług Citylink i że nie zapłacimy góry pieniędzy za przejazdy. Ta pani uratowała nasz budżet. 🙂 Na serio: nie bójcie się podchodzić, pytać, prosić o ulotki czy mapy. Nikt nie będzie próbował Wam wcisnąć czegoś, czego nie potrzebujecie.

[instagram url=https://instagram.com/p/9IpAbGTDn0/]

Po piąte – jeśli już kupować, to tylko bilety całodobowe. Jednorazówki uznajemy za be i nieprzydatne, w ogóle fuj. Wszystko tak naprawdę zależy od Waszych potrzeb, ale jeżeli planujecie wsiąść do komunikacji miejskiej więcej niż dwa razy w ciągu dnia, rozważcie bilety całodobowe, często kosztują tylko kilkadziesiąt pensów więcej.

Po szóste – pamiętajmy o tym, że do muzeów i galerii wchodzi się za darmo… Ale nie zawsze, patrz Edynburg. Szukajcie zniżek, pytajcie o kupony w informacjach turystycznych, samych muzeach. Szkockie placówki kulturalno-edukacyjne często oferują vouchery, bilety zbiorcze na iks atrakcji (chociażby nad Loch Lomond), bilety grupowe. Wystarczy się zakręcić i popytać.

[instagram url=https://instagram.com/p/9ESIkUzDgH/]

Po siódme – pociągi są be. No, chyba, że się jedzie na trasie Glasgow-Edynburg, cena jest jako taka. Reszta jest be. Pociągi można rezerwować z wyprzedzeniem, wtedy ceny są naprawdę przystępne. Niech Was ręka boska broni kupować na dzień przed lub tuż przed podróżą! Przepłacicie, i to ostro.

Gorąco Wam polecam Citylink* – w ramach jednego voucheru kupionego za 41 funtów mieliśmy trzy dni podróżowania, gdzie chcieliśmy. Pojechaliśmy na tym m.in. do Aberdeen i Fort William. Myślicie, że czterdzieści jeden funtów to dużo? Bilety na pociąg na trasie Glasgow-Aberdeen w jedną stronę potrafią kosztować ponad siedemdziesiąt. 😉

Po ósme: żarcie w knajpach jest dobre, ale na krótką metę, ponieważ Szkoci nie znają umiaru i serwują bardzo tłuste dania. Poza tym jedzenie w restauracjach prawie zawsze jest drogie. Polecam lokale typu chińczyk lub gotowanie samemu.

Wyszliśmy z założenia, że to nasza podróż poślubna i zdecydowaliśmy się na stołowanie się na mieście. Dobrze, że mieliśmy oszczędności i nie wpadliśmy na pomysł, by zamawiać najdroższe dostępne dania.

[instagram url=https://instagram.com/p/9OHDm9TDhV/]

Po dziewiąte: pytajcie o zniżkę dla studentów. W większości przypadków była honorowana, wystarczyło pokazać legitymację (nie trzeba mieć ISIC, wystarczy zwykły ELS). Nie bójcie się, nikt Wam ręki nie odgryzie za pokazanie polskiej legitymacji, mi nikt jakoś nie chciał odgryźć. Mój jakże cudowny dokument stwierdzający, że studiuję został zaakceptowany m.in. w ZOO w Edynburgu.

Po dziesiąte (i ostatnie) – jak robić zakupy (prezentowe, ubraniowe, książkowe), to tylko w charity shops!!! Ale o tym pisałam już tutaj.

[instagram url=https://instagram.com/p/83NBrWzDoc/]

Mam nadzieję, że wpis (podobnie jak i pozostałe spod znaku Blogogodów) się podobał i że komuś pomogłam, rozpisując się o swoich przygodach. 🙂

*nie, wpis nie powstał we współpracy z Citylink. 😉 Po prostu jestem zachwycona ich usługami i cenami biletów.