Terezin stan umysłu (27.09.2014)

Mam kilka marzeń turystycznych. Odkąd pamiętam, zawsze chciałam pojechać np. do Irlandii, Pragi, Kijowa… W miarę upływu czasu realizuję swoje marzenia krok po kroku, niewątpliwie pomaga mi w tym praca (pieniądze jednak dają szczęście, bo za nie można kupić bilety na Polski Bus).

Jedną z wymarzonych destynacji był Terezin, małe miasto położone na północny zachód od Pragi. W czasie wojny utworzono tam olbrzymie getto Theresienstadt, a w Małej Twierdzy obóz koncentracyjny. Terezin dla wielu ludzi stał się przedostatnim przystankiem w drodze do Treblinki czy Auschwitz.

Nie mogłam sobie darować wizyty w Terezinie, zwłaszcza, że częściowo piszę o nim pracę magisterską.

To, co spotkałam na miejscu, zaskoczyło mnie i Agę, moją dzielną towarzyszkę podróży. O jakim zaskoczeniu mowa? Spójrzcie na zdjęcie poniżej.

A to nie koniec niespodzianek…

 

Pojechałyśmy w sobotę. Autobus odjeżdża z dworca na Holeszowicach, przystanek powrotny znajduje się rzut beretem od Małej Twierdzy. Piszę Wam o tym dlatego, ponieważ w soboty autobusy jeżdżą rzadko (jak chyba wszędzie indziej w Czechach) i jeśli się jeden przegapi, to potem pozostaje jedynie opcja z przesiadkami. Jedzie się ok. 50 minut.

Tuż po przyjeździe znalazłyśmy sklep z pamiątkami, gdzie można nabyć drogą kupna m.in. magnesy, które widać powyżej. Oraz całą gamę pocztówek. Miny miałyśmy nietęgie (wyobraźcie sobie coś takiego w Oświęcimiu), ale to chyba kwestia podejścia… Znalazłam mało inwazyjne pocztówki* (np. z widokiem na całą twierdzę z lotu ptaka) i ruszyłyśmy zwiedzać teren po getcie.

Teren do zwiedzania jest podzielony na dwie części: Małą Twierdzę (gdzie był obóz koncentracyjny) oraz twierdzę, gdzie było getto. Zwiedziłyśmy wpierw tę drugą lokalizację, co przyprawiło nas o spore zdenerwowanie.

Oznaczenia kuleją. Weszłyśmy od nie do końca dobrej strony i musiałyśmy trochę pokluczyć, by odnaleźć Muzeum Getta. Widziałyśmy jedynie tabliczkę prowadzącą do krematorium, a to nam na początku było średnio potrzebne. Mieszkańcy kierowali nas trochę na zasadzie „Przejdziecie dwie ulice i skręcicie za winklem”, co nam nie za bardzo pomagało… Po czterdziestu minutach dotarłyśmy na miejsce, zapłaciłyśmy 160 koron od osoby za zwiedzanie całości i ruszyłyśmy.

Pierwsze miejsce związane bezpośrednio z gettem, czyli salkę modlitewną oraz replikę mansardy odnalazłyśmy po kolejnych trzydziestu minutach. Mapka wydrukowana na bilecie była niedokładna, dodano tam nadprogramową ulicę i wykreślono chyba dwie, przez co miałyśmy utrudnione zwiedzanie. Zaczęłyśmy się orientować w terenie dopiero w momencie odnalezienia salki modlitewnej… Podejrzewamy z Agnieszką, że Terezin zwiedzają głównie wycieczki z przewodnikiem, indywidualny turysta ma strasznie pod górkę.

Na pocieszenie dodam, że potem już wszystko szło w miarę dobrze, chociaż kolejne miejsca były oznakowane słabo lub wcale.

Poniżej zdjęcie z salki. Miejsce obowiązkowe do zobaczenia!

 

Salka modlitewna, getto Theresienstadt. #terezin #cathrynekpodróżuje #czechożydek #Prażing #theresienstadt #ghetto

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Na terenie po getcie mieszkają ludzie. Cóż, trudno się temu dziwić, natomiast czasami dziwnie wyglądało, jak niedaleko muzeum getta bawią się małe dzieci… Zdarzały się też kwiatki w stylu poniższego zdjęcia: natknęłyśmy się na tę tablicę w drodze powrotnej od krematorium.

Inny ciekawy przypadek to restauracja, którą można znaleźć niedaleko tablicy upamiętniającej „ostatnią drogę terezińskich Żydów”…

Olbrzymie wrażenie zrobiły na mnie sienie obrzędowe i miejsca, gdzie przygotowywano ciała zmarłych do pogrzebu. Do pewnego momentu bowiem trwały normalne pochówki w terezińskim getcie, cmentarz z tamtego okresu jest udostępniony zwiedzającym. W miejscach przygotowywania zwłok urządzono ekspozycje dotyczące pochówków na terenie Terezina oraz późniejszych transportów do obozów.

#theresienstadt #terezin #cathrynekpodróżuje #ghetto #Prażing #czechożydek #czechrepublic

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Zwiedziłyśmy cmentarze, krematorium było zamknięte. Udałyśmy się też do Koszar Magdeburskich, gdzie urządzono różne ekspozycje dotyczące getta i losów jego mieszkańców. Pod tym względem muzeum w Terezinie ma się czym pochwalić: zarówno ekspozycje w Koszarach, jak i Muzeum Getta były bardzo dokładnie przygotowane, obfite w szczegóły i zdjęcia.

Później przyszedł czas na Małą Twierdzę.

 

Tutaj czekały nas kolejne niespodzianki, w tym coś, co przyprawiło mnie o sporą złość – małe dzieci. Na teren Małej Twierdzy często wchodzili rodzice z dziećmi w wieku mniej więcej dziesięciu lat (plus minus dwa), co jest według mnie karygodne i zasługuje na potępienie. Nie chodzi o to, że dziecko biega po barakach, bo może nie zrozumieć, gdzie właściwie jest. Mam na myśli to, że może usłyszeć, co opowiada przewodnik. Cóż, ewentualnie zobaczyć zdjęcia wychudzonych ciał, które przecież można znaleźć w podobnych miejscach.

Na stronie muzeum nie ma ograniczeń wiekowych dla zwiedzających, co według mnie jest błędem. Uważam, że takie miejsca powinny odwiedzać osoby w wieku 14 lat i więcej. A tymczasem widziałam dzieci biegające od baraku do baraku*…

Kolejny przykład głupoty to robienie sobie zdjęć z poniższym napisem. Byłyśmy świadkami takiej sceny, gdzie grupka uśmiechniętych Czechów ustawiła się do radosnego zdjęcia pod bramą, co nas przyprawiło o szczękospad. Może to kwestia wychowania w innym kraju, nie wiem, ale miałam ochotę podejść i coś powiedzieć.

 

Mała twierdza w Terezinie. #terezin #theresienstadt #czechrepublic #czechożydek #cathrynekpodróżuje #Prażing

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Poziom informacji stoi już tutaj na wyższym poziomie: są tabliczki, strzałki, czytelne ekspozycje (niektóre bardzo pomysłowo zaprojektowane, zwłaszcza ta o transportach ludności). Zwiedziłyśmy też budynki, gdzie przetrzymywano więźniów stalinowskich oraz pewien tunel (dobrze jest znać czeski, udało nam się dołączyć do grupy z przewodnikiem i miałyśmy wykład).

Przed wejściem do Małej Twierdzy znajduje się cmentarz narodowy, podzielono go na dwie części: chrześcijańską i żydowską. Poniżej zdjęcie tej drugiej, która jest często przedstawiana na pocztówkach.

Cmentarz narodowy w Terezinie, część żydowska. #terezin #theresienstadt #cathrynekpodróżuje #czechrepublic #czechożydek

A post shared by Dorota Prószyńska (@czechozydek) on

Powiem tak: muzeum przydałyby się fundusze na lepsze oznakowanie terenu oraz dopracowanie mapki, ponieważ zwiedzanie bez przewodnika jest bardzo utrudnione. Miałyśmy kilka momentów, kiedy chodziłyśmy po Terezinie zszokowane z powodu reklam bądź niefortunnych lokalizacji niektórych obiektów.

Warto tam pojechać, ekspozycje są pełne szczegółów i zdjęć, dają także do myślenia. Po plakatach reklamujących lokalne imprezy wnioskuję, że miasto chce nawiązać do swojej historii związanej z panowaniem Marii Teresy i Józefa II, chce się trochę odciąć od czasów drugiej wojny światowej. Ciekawa jestem, co im z tego wyjdzie, wydaje mi się, że można zorganizować w Terezinie całkiem ciekawe rzeczy.

Polecam jednak wcześniejsze zapoznanie się z jakąkolwiek literaturą dotyczącą tego miejsca, bez przygotowania historycznego (bądź mnie trajkoczącej obok – grunt to być skromnym _^_) zwiedzanie na pewno nie jest tak bogate, nie wyłapie się sporej liczby szczegółów.

* czyli takie, gdzie nie widać zdjęć obozu, getta i innych podobnych rzeczy.

* uważam się za rozumnego człowieka, trafia do mnie argument, że rodzice nie mają z kim zostawić dziecka i tak dalej, ale mimo wszystko… BŁAGAM, jest tyle lepszych miejsc do zwiedzania z pociechami.

Wczoraj koleżanka uraczyła mnie historią, jak to była na Majdanku, mając lat dziesięć…