Prażing! (22-28.09.2014)

Ten rok to najbardziej szalony okres w moim życiu pod względem wyjazdów. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zobaczyłam aż osiem nowych miast! W tym tylko Katowice były miejscem przesiadkowym, wszędzie indziej zabawiłam co najmniej kilka godzin i udało mi się trochę pozwiedzać.

Ostatnio odwiedziłam Pragę trzy miesiące temu, pojechałam tam z mamą i udawałam, że umiem robić za przewodnika. Tym razem cel podróży był poważniejszy, na piątym roku studiów muszę zrobić projekt studencki. Także zbierałam materiały.

Oraz zwiedzałam i badałam praskie różności.

Przed Wami pierwszy z kilku wpisów odnośnie wyjazdu.

[instagram url=http://instagram.com/p/tmWz11zDkl/]

Cathrynek i widok z Letnej. 🙂

Na wstępie macie zdjęcie znaku, stojącego przed rozkopaną częścią ulicy gdzieś pod Pragą. Kurde, żeby u nas było coś takiego! Od razu się człowiekowi inaczej robi, kiedy widzi, że ktoś łata drogę i ma ciekawe podejście do sprawy.

[instagram url=http://instagram.com/p/tSpt09zDmt/]

Większość czasu spędziłam na buszowaniu w księgozbiorze czeskiej Biblioteki Narodowej. Klementinum to świetne miejsce. Ma olbrzymie ilości książek, dość czytelny katalog, bezproblemowe wifi (a nie takie, że trzeba spisywać hasła ze swojej karty czytelniczej, jak u nas w BNie) plus tanie i dobre żarcie w bufecie. Które można zapić piwem. Serio.

Jedyny minus to opłata za wyrobienie karty, obecnie przyjemność ta kosztuje 110 koron. Karta jest ważna przez rok, przy wyrabianiu robią Wam zdjęcie (moje jest dość głupawe) i od razu potem można iść buszować. Największy plus Klementinum to możliwość robienia zdjęć wypożyczonym materiałom (czeskie prawo autorskie!!! _^_), moja cyfrówka chodziła bez przerwy.

Moim celem był baaardzo intensywny knihoving (dzieło mojej koleżanki; warszawski odpowiednik to buwing), czego efekty możecie zobaczyć poniżej. To była sterta do przerobienia w ciągu jednego dnia!

Widzicie, jaka nazwa miasta pojawia się w tytułach książek ze stosu? Wpis o Terezinie ukaże się jako trzeci w kolejności. 😉

[instagram url=http://instagram.com/p/tU99YxzDl3/]

Nie samym knihovingiem człowiek żyje. Nie obyło się bez łażenia po Pradze, zwiedzania różnych zakątków czeskiej stolicy oraz poznawania lokalnych smaków. Piwa i jedzenia ^^

Tego cudaka znalazłam przed restauracją przy Placu Wacława.

[instagram url=http://instagram.com/p/tXp032TDnn/]

Swoją drogą, bardzo mnie zaskoczyło to, że Czesi w mig poznawali, że jestem Polką. Nigdy nie utrzymywałam, że mój czeski jest idealny, ale dopiero podczas tego wyjazdu mogłam zauważyć, że bardzo często mój akcent był od razu kojarzony z krajem pochodzenia. Kiedyś częściej słyszałam pytania pt. Skąd jesteś, bo masz słowiański akcent?, a teraz jest inaczej.

Najpiękniejsza rozmowa a propos mojej narodowości była w kantorze. Pracownik najprawdopodobniej był Nigeryjczykiem; gdy usłyszał ode mnie, że chcę wymienić złotówki na korony, zapytał, czy jestem z Polski i skąd znam czeski. Na odpowiedź, że ze studiów, uśmiechnął się szeroko i powiedział, że to piękne, że chce mi się uczyć tego języka. Sam mówił niegramatycznie, ale co tam 🙂

Chciałabym bardzo podziękować Annie Militz i Mariuszowi Suroszowi za wsparcie, zaopatrzenie mnie w syrop z rokitnika (podobno genialny na przeziębienie, wypróbuję przy okazji), długie rozmowy i szereg rad. Bez Was ten pobyt nie byłby tak bogaty w doświadczenia.

I chciałabym też podziękować Agnieszce Ogonowskiej za to, że wytrzymała z żydołakiem ponad tydzień wyjazdu 😉

***

Zbliżają się wybory w Czechach, także Praga tonęła w plakatach wyborczych. Oto jeden z nich, który podbił moje serce. 🙂

[instagram url=http://instagram.com/p/tmkWrxTDtZ/]