Bohumil Hrabal, „Czuły barbarzyńca”

Dochodzę do wniosku, że powinnam się wziąć za Hrabala i zorganizować kolejny Miesiąc Tematyczny. Ten pisarz jest tego wart!!!

Za Czułego Barbarzyńcę zabierałam się od niepamiętnych czasów… Moment, od początku studiów właściwie… W każdym razie od momentu, kiedy się dowiedziałam o istnieniu kawiarni o takiej nazwie. ^^’ Aż wstyd się przyznać, że powód był tak prozaiczny… Niemniej jednak przysłowiowego kopa na rozpęd dostałam na studiach, kiedy okazało się, że to kolejna lektura na literaturę współczesną.

Na początku przyda się małe słówko wyjaśnienia, kim jest (a raczej był) tytułowy Czuły Barbarzyńca. Co w Was wzbudza to określenie? No we mnie wewnętrzną sprzeczność… Od kiedy barbarzyńca może być czuły? Hmmm, od kiedy pisze o nim Hrabal… Tego przydomku dorobił się Vladimír Boudník, artysta grafik i malarz, twórca kierunku o nazwie eksplozjonalizm.

Wygrzebałam w Internecie taką jego pracę –
„Ucieczka ze szkoły do fabryki śrubek”.

Boudník przyjaźnił się z Hrabalem oraz z Egonem Bondym, papieżem czeskiego undergroundu. Wszyscy trzej (sam Hrabal jako Doktor – jeśli ktoś mi powie, że to wcale nie było literackie odzwierciedlenie pisarza, to chyba spojrzę na niego z niedowierzaniem) stali się bohaterami tej niewielkich rozmiarów powieści, gdzie rozprawiają o życiu, życiu i… właściwie wszystkim po kolei.

Wyobraźcie sobie takich trzech panów w latach pięćdziesiątych – Doktor, postać względnie najnormalniejsza, bardziej narrator. Vladimír, artysta, co i rusz coś tworzący, wiecznie bez pieniędzy. I wreszcie Egon Bondy, prawie bez przerwy przeklinający („Kurwa fiks” mnie rozwaliło i rozwala do tej pory), gadatliwy i zbierający się do stworzenia czegoś. Żaden z nich nie nadawał się do życia w komunistycznym państwie, z żadnego bowiem nie było większego pożytku według władz. I na tym chyba polegał największy tragizm każdego z nich.

Albo jeszcze inaczej – każdy z bohaterów jest po prostu nieżyciowy. Taki Boudník, co nigdy nie ma pieniędzy. Żeni się, po czym jego małżeństwo się rozpada (wcale się nie dziwię). Egon też zbyt zachęcający nie jest (dlatego po lekturze Czułego barbarzyńcy zdziwiłam się podczas przeglądania biografii Bondy’ego, gdzie wyczytałam, że się ożenił i nawet miał dziecko. Wow.). Jakby to powiedziała moja znajoma – oni powinni byli się urodzić w innych czasach i w innym miejscu, by zostać docenionymi za życia. Z tego, co wiem, Bondy był doceniony, Boudník się nie doczekał…

Co mi się podobało? Świat outsiderów. Oraz to, że Czuły barbarzyńca stanowi przewodnik po nieoficjalnej Pradze – nie tej z pocztówek, ale tej pełnej gospód, gdzie piwo leje się strumieniami. Dzięki twórczości Hrabala możemy poznać takie oblicze stolicy Czech, o którym nam się w życiu nie śniło. To Praga Magiczna, ale nie w znaczeniu rippelinowskim 😉

Jestem zachwycona. Dla mnie Hrabal jest jednym z najwybitniejszych pisarzy na świecie. I mówię to nie dlatego, że znam Pociągi pod specjalnym nadzorem czy Postrzyżyny, tylko chociażby Wesela w domu, które są dla mnie dowodem na to, że Hrabal był czempionem, znakomitością i mistrzem świata.

Słówko o ekranizacji: postanowiłam poszerzyć swoje horyzonty o film na podstawie powieści. Boudníka gra Boleslav Polívka*, Doktora Jiří Menzel, a Bondy’ego Arnošt Goldflam (kolejne nazwisko do sprawdzenia). Miałam baaaaardzo przyjemny seans, który umilił mi chorowanie. Film pozwolił mi skupić się na wątkach, do których nie miałam głowy podczas czytania książki. Polecam, jest dobry, ale wpierw pierwowzór 😉

Także chyba już mam postanowienie noworoczne – czytać więcej Hrabala. ^^ Tylko nie Auteczko, nie wiem, czy to zniosę po raz drugi…

*wiecie co, do tej pory kojarzyłam tego aktora z roli południcy w Kytici** (zagrał zarąbiście) oraz z Musimy sobie pomagać, gdzie wydał mi się jakiś taki toporny. Tutaj natomiast się w nim zakochałam… Mam kolejnego ulubionego czeskiego aktora. <3 Był tak naturalny w roli Boudníka, że szok.

**przypis do przypisu. ^^’ Na poważnie – konia z rzędem temu, kto wymyśli lepszy sposób odmiany tytułu Kytice! To liczba pojedyncza rodzaju żeńskiego (a nie wygląda, prawda?) i bez przerwy popełniam błąd, traktując to jak liczbę mnogą. ><” A jak odmieniam według czeskich zasad w polskim tekście, to brzmi paskudnie. A nie napiszę przecież Bukiet, bo nikt nie będzie wiedział, o co chodzi… Jakieś pomysły?