Art Spiegelman, „Maus. Opowieść ocalałego” (tomy 1-2)

Dorotaaaa, czytałaś Mausa? Albo Co sądzisz o Mausieeee? Ewentualnie: Dlaczego jeszcze nie przeczytałaś Mausaaaaaa? Odpowiadanie, że nie, nie czytałam, w pewnym momencie zrobiło się nudne. Kiedy byłam na studiach nie było kwartału, by mnie ktoś o to nie zapytał. Generalnie zauważyłam, że ludzie myślą w sposób Skoro interesuje się Żydami, to na pewno czytała X, Y, Z… (za literki wstaw cokolwiek). Otóż nie, nie czytałam. Do tej pory nie sięgnęłam po Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku, Byłem asystentem doktora Mengele… Mam wymieniać dalej? Będzie tego spora lista. Jak zapewne się domyślacie, Maus* już na tej liście nie jest. Cieszmy się i radujmy, Czechożydek przeczytał kultowy komiks! Tyle śmieszkowania. Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak ten komiks wyrwał mi z życiorysu parę wieczorów […]

Przeczytane w listopadzie 2017

Listopad – miesiąc wdrażania się w nową pracę, poprzedzony radosnym bezrobociem, na którym hasałam po świecie i robiłam wszystko to, na co wcześniej nie miałam czasu albo chęci. Opierdzielałam się, plus zrobiłam sobie tatuaż ^^ Efekt trzygodzinnej dłubaniny w nodze tutaj. Po wygojeniu wygląda o wiele lepiej. Wracając do tematu głównego – listopad mogę podsumować jako miesiąc przyzwyczajania się do porannego wstawania i jeżdżenia SKMką do Sulejówka (nie jest tak źle, może dlatego, że w SKMce nie trzęsie tak, jak w normalnym pociągu, co dla mnie jest OK. Choroba lokomocyjna u niektórych nie przechodzi z wiekiem…), wykańczania projektów rękodzielniczych (trzy komplety czapka+komin), stopniowego likwidowania sterty czeskiej prasy, nadrabiania zaległości towarzyskich oraz innych, drobnych spraw. Mi szara rzeczywistość nie grozi. Myślałam, […]

Bawię się w rękodzieło – szydełkuję. Raz lepiej, raz gorzej.

Ostatnio mam tendencję do wyliczania i pisania w częściach. Dobrze by było to zmienić, w końcu i Wam, i mi się ta forma kiedyś znudzi… Ale jeszcze nie teraz! Gdybym miała napisać ciągiem jeden tekst na temat rękodzieła w moim wykonaniu, miałby on pewnie z kilkanaście stron. A tego nie chcemy. Niedawno rozmawialiśmy o moich pierwszych krokach w szyciu (które trwają i trwają i trwają), dzisiaj przyszedł czas na opowieść o mojej drodze do szydełkowania. Brzmi jak początek badziewnej powieści fantasy – początek drogi do czegoś, do bycia uberzajebistym itd. Inaczej jednak nie da się tego ująć. Moja droga do szydełkowania była długa, kręta i pełna przeszkód, a kiedy dodamy pokiereszowane palce i brak snu (bo się wciągnęłam…) to wychodzi […]

Znalezione na Netflixie cz.2

Lud Instagrama zadecydował w ankiecie na Insta Stories (*reklama* polecam swój profil, jestem na Instagramie jako @czechozydek, codziennie wrzucam na Stories różne czechożydkowe pierdółki *koniec reklamy*), że nadszedł czas na drugi tekst o znaleziskach na Netflixie. Lud prosił, lud otrzyma. Lud sam tego chciał. Tych, którzy nie czytali poprzedniego wpisu, zachęcam do jego uprzedniego nadrobienia, ponieważ dzisiaj będzie dominował jeden konkretny temat – Holokaust. A raczej obozy koncentracyjne. Plus będzie trochę nostalgii. Powiedziałam – lud zadecydował, lud dostanie. ^^ Spokojnie, na następny wpis zaplanuję coś innego, tak dla równowagi. Także przejdźmy do tego, przy czym ostatnio dziergałam czapki.

Znalezione na Netflixie cz. 1

Z racji tego, że ostatnio odkryłam, że Netflix to samo dobro i można tam cuda znaleźć, wpadłam na pomysł, by podzielić się na blogu swoimi filmowo/serialowymi znaleziskami. Podejrzewam, że wiele osób ma wykupione konto na Netflixie głównie dla seriali. Netflix jednak jest także skarbnicą rozmaitych filmów, przy czym oferta różni się w zależności od regionu. Z tego, co się orientuję, oferta brytyjska jest o niebo lepsza od naszej, ale jak poskakałam po kategoriach na Jakuba koncie* to doszłam do wniosku, że polskie zasoby nie są wcale takie złe. Netflix nie dość, że pozwolił mi nadrobić co nieco zaległości kulturalnych, to jeszcze uszczęśliwił (i uszczęśliwia) mnie pod względem tytułów zgodnych z tematyką bloga. Nie ma tygodnia, bym na coś nie natrafiła. […]

Przeczytane w październiku 2017

Ech, październik. Miesiąc załatwiania rozmaitych spraw, przygotowań do zmiany pracy oraz biegania po lekarzach (wszystkie badania kontrolne złożyły się akurat na ten sam miesiąc, do tego od jakiegoś czasu regularnie odwiedzam dentystkę… Nie nudzę się). Podsumowanie miało powstać zdecydowanie wcześniej, ale przez pierwsze dni listopada byłam na radosnym bezrobociu, które w większości spędziłam poza domem. Także sami rozumiecie ^^’ W ubiegłym miesiącu nie przeczytałam zbyt wiele wbrew pozorom. Część tego, co znajdziecie poniżej, zaczęłam już we wrześniu, ale nie zdążyłam paru tytułów skończyć. Tak na marginesie to dostaję sporo wiadomości z zapytaniem, jak udaje mi się znaleźć tyle czasu na czytanie. Muszę powiedzieć, że niektórzy z Was mocno mi schlebiają, ale naprawdę nie ma potrzeby – wszystko jest do zrobienia, […]

Stacja końcowa – Treblinka (26.08.2017)

Zbierałam się do tego wpisu ponad dwa miesiące. Powiecie, że dwa miesiące to kawał czasu, mogłabym już pięć razy opisać swoją wizytę w Treblince. Musze przyznać, że jakoś nie czuję wyrzutów sumienia – gorzej, że do samego wyjazdu zbierałam się… Cztery? Pięć lat? Paradoks Czechożydka: lata po świecie i odwiedza dalekie miasta, a taką Treblinkę zostawia na koniec, mimo, iż leży stosunkowo blisko Warszawy. Ech, życie. W końcu zebrałam się w sobie, przypomniałam bratu, że umawialiśmy się na wycieczkę ze sto lat temu i ustaliłam termin wizyty w muzeum. Jakby nie było, brat miał być kierowcą. Standardowo mąż usiłował odwieść mnie od tego pomysłu, ale nie dałam się przekonać. Kto jak kto, ale ja muszę chociaż raz w życiu być […]

Bawię się w rękodzieło – szyję. A raczej próbuję…

Z racji tego, że od paru lat na liście moich hobby znajduje się rękodzieło, pomyślałam, że warto by było co nieco o nim tutaj napisać. Owszem, wzmianki o robieniu na drutach czy szydełkowaniu miały już miejsce w przeszłości, ale były to tylko wzmianki. Czas na coś konkretnego! Ci, co śledzą mnie na Instagramie wiedzą, że zajmuję się trzema rodzajami rękodzieła: robieniem na drutach, szydełkowaniem i szyciem. Zdarza mi się zrobić coś z zupełnie innej dziedziny, ale to trzy powyższe są dla mnie najważniejsze. Dlatego też dzisiaj macie okazję przeczytać pierwszy (z trzech, a jakże) wpisów na temat mojego dłubania po godzinach. Dłubania niekoniecznie związanego z blogiem czy sianiem zamętu w życiu innych. Wpierw odpowiem jednak na pewne pytanie, które raz […]

Miesiąc z Hanną Krall – brak słów

W sierpniu zrobiłam sobie maraton książek Hanny Krall. Pomysł na to wpadł mi do głowy z parę miesięcy temu, kiedy to zorientowałam się, że dość szybko stałam się właścicielką aż dziewięciu książek bądź jej autorstwa, bądź współautorstwa. Świetna okazja, by nadrobić sporo polskich reportaży, o których słyszałam dużo dobrego. Plus idea ta wpisuje się w to, co robię raz na jakiś czas (mam na myśli m.in. miesiąc z Kafką). Przyznaję się bez bicia – znałam wcześniej tylko Zdążyć przed Panem Bogiem oraz jeden z tekstów o Apolonii Machczyńskiej, który przerabiałam w liceum. Niby nic, ale jakieś tam pojęcie miałam. Pomińmy kwestię, czy nieznajomość Krall w większym stopniu to u mnie wielki wstyd – na pewno już nim nie jest, albowiem […]

O kuracjuszach w Marienbadzie w wydaniu Teatru Żydowskiego („Marienbad”)

Oj, dawno mnie nie było w teatrze! Zdecydowanie za rzadko chodzę na jakiekolwiek przedstawienia – w tym roku byłam chyba… dwa razy? O dwóch spektaklach pamiętam. Ech, Dorota, wstydź się. O wiele częściej chodziłam do teatru za czasów studenckich (i zniżki dla studentów), po oddaniu legitymacji i rzuceniu się w wir dorosłego życia jakoś tak wyszło, że rzadko kiedy stawiałam teatr nad kinem czy koncertem. Też prawda, że niespecjalnie lubię tam sama chodzić. Nie mogłam jednak nie skorzystać z okazji, kiedy dowiedziałam się, że Teatr Żydowski będzie grał Marienbad w ramach Warszawskiego Festiwalu Kultury bez Barier 2017. Pomyślałam sobie: no, Dorota, jak teraz nie pójdziesz, to wstyd (bilety po 30 zł)! A przecież chciałaś na to iść!!!  Tak więc poszłam. Tytułem wstępu: Marienbad […]