Znalezione na Netflixie cz.2

Lud Instagrama zadecydował w ankiecie na Insta Stories (*reklama* polecam swój profil, jestem na Instagramie jako @czechozydek, codziennie wrzucam na Stories różne czechożydkowe pierdółki *koniec reklamy*), że nadszedł czas na drugi tekst o znaleziskach na Netflixie. Lud prosił, lud otrzyma. Lud sam tego chciał. Tych, którzy nie czytali poprzedniego wpisu, zachęcam do jego uprzedniego nadrobienia, ponieważ dzisiaj będzie dominował jeden konkretny temat – Holokaust. A raczej obozy koncentracyjne. Plus będzie trochę nostalgii. Powiedziałam – lud zadecydował, lud dostanie. ^^ Spokojnie, na następny wpis zaplanuję coś innego, tak dla równowagi. Także przejdźmy do tego, przy czym ostatnio dziergałam czapki.

Znalezione na Netflixie cz. 1

Z racji tego, że ostatnio odkryłam, że Netflix to samo dobro i można tam cuda znaleźć, wpadłam na pomysł, by podzielić się na blogu swoimi filmowo/serialowymi znaleziskami. Podejrzewam, że wiele osób ma wykupione konto na Netflixie głównie dla seriali. Netflix jednak jest także skarbnicą rozmaitych filmów, przy czym oferta różni się w zależności od regionu. Z tego, co się orientuję, oferta brytyjska jest o niebo lepsza od naszej, ale jak poskakałam po kategoriach na Jakuba koncie* to doszłam do wniosku, że polskie zasoby nie są wcale takie złe. Netflix nie dość, że pozwolił mi nadrobić co nieco zaległości kulturalnych, to jeszcze uszczęśliwił (i uszczęśliwia) mnie pod względem tytułów zgodnych z tematyką bloga. Nie ma tygodnia, bym na coś nie natrafiła. […]

Przeczytane w październiku 2017

Ech, październik. Miesiąc załatwiania rozmaitych spraw, przygotowań do zmiany pracy oraz biegania po lekarzach (wszystkie badania kontrolne złożyły się akurat na ten sam miesiąc, do tego od jakiegoś czasu regularnie odwiedzam dentystkę… Nie nudzę się). Podsumowanie miało powstać zdecydowanie wcześniej, ale przez pierwsze dni listopada byłam na radosnym bezrobociu, które w większości spędziłam poza domem. Także sami rozumiecie ^^’ W ubiegłym miesiącu nie przeczytałam zbyt wiele wbrew pozorom. Część tego, co znajdziecie poniżej, zaczęłam już we wrześniu, ale nie zdążyłam paru tytułów skończyć. Tak na marginesie to dostaję sporo wiadomości z zapytaniem, jak udaje mi się znaleźć tyle czasu na czytanie. Muszę powiedzieć, że niektórzy z Was mocno mi schlebiają, ale naprawdę nie ma potrzeby – wszystko jest do zrobienia, […]

Stacja końcowa – Treblinka (26.08.2017)

Zbierałam się do tego wpisu ponad dwa miesiące. Powiecie, że dwa miesiące to kawał czasu, mogłabym już pięć razy opisać swoją wizytę w Treblince. Musze przyznać, że jakoś nie czuję wyrzutów sumienia – gorzej, że do samego wyjazdu zbierałam się… Cztery? Pięć lat? Paradoks Czechożydka: lata po świecie i odwiedza dalekie miasta, a taką Treblinkę zostawia na koniec, mimo, iż leży stosunkowo blisko Warszawy. Ech, życie. W końcu zebrałam się w sobie, przypomniałam bratu, że umawialiśmy się na wycieczkę ze sto lat temu i ustaliłam termin wizyty w muzeum. Jakby nie było, brat miał być kierowcą. Standardowo mąż usiłował odwieść mnie od tego pomysłu, ale nie dałam się przekonać. Kto jak kto, ale ja muszę chociaż raz w życiu być […]

Bawię się w rękodzieło – szyję. A raczej próbuję…

Z racji tego, że od paru lat na liście moich hobby znajduje się rękodzieło, pomyślałam, że warto by było co nieco o nim tutaj napisać. Owszem, wzmianki o robieniu na drutach czy szydełkowaniu miały już miejsce w przeszłości, ale były to tylko wzmianki. Czas na coś konkretnego! Ci, co śledzą mnie na Instagramie wiedzą, że zajmuję się trzema rodzajami rękodzieła: robieniem na drutach, szydełkowaniem i szyciem. Zdarza mi się zrobić coś z zupełnie innej dziedziny, ale to trzy powyższe są dla mnie najważniejsze. Dlatego też dzisiaj macie okazję przeczytać pierwszy (z trzech, a jakże) wpisów na temat mojego dłubania po godzinach. Dłubania niekoniecznie związanego z blogiem czy sianiem zamętu w życiu innych. Wpierw odpowiem jednak na pewne pytanie, które raz […]

Miesiąc z Hanną Krall – brak słów

W sierpniu zrobiłam sobie maraton książek Hanny Krall. Pomysł na to wpadł mi do głowy z parę miesięcy temu, kiedy to zorientowałam się, że dość szybko stałam się właścicielką aż dziewięciu książek bądź jej autorstwa, bądź współautorstwa. Świetna okazja, by nadrobić sporo polskich reportaży, o których słyszałam dużo dobrego. Plus idea ta wpisuje się w to, co robię raz na jakiś czas (mam na myśli m.in. miesiąc z Kafką). Przyznaję się bez bicia – znałam wcześniej tylko Zdążyć przed Panem Bogiem oraz jeden z tekstów o Apolonii Machczyńskiej, który przerabiałam w liceum. Niby nic, ale jakieś tam pojęcie miałam. Pomińmy kwestię, czy nieznajomość Krall w większym stopniu to u mnie wielki wstyd – na pewno już nim nie jest, albowiem […]

O kuracjuszach w Marienbadzie w wydaniu Teatru Żydowskiego („Marienbad”)

Oj, dawno mnie nie było w teatrze! Zdecydowanie za rzadko chodzę na jakiekolwiek przedstawienia – w tym roku byłam chyba… dwa razy? O dwóch spektaklach pamiętam. Ech, Dorota, wstydź się. O wiele częściej chodziłam do teatru za czasów studenckich (i zniżki dla studentów), po oddaniu legitymacji i rzuceniu się w wir dorosłego życia jakoś tak wyszło, że rzadko kiedy stawiałam teatr nad kinem czy koncertem. Też prawda, że niespecjalnie lubię tam sama chodzić. Nie mogłam jednak nie skorzystać z okazji, kiedy dowiedziałam się, że Teatr Żydowski będzie grał Marienbad w ramach Warszawskiego Festiwalu Kultury bez Barier 2017. Pomyślałam sobie: no, Dorota, jak teraz nie pójdziesz, to wstyd (bilety po 30 zł)! A przecież chciałaś na to iść!!!  Tak więc poszłam. Tytułem wstępu: Marienbad […]

Przeczytane we wrześniu 2017

Cóż, wrzesień był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem. Dwa długie wyjazdy, pierwszy do Szkocji (trzeci sezon Przygód Czechożydka w Szkocji tutaj), drugi (służbowy) do Barcelony. Barcelonę poprzedzały przygotowania, już na miejscu w Hiszpanii sporo się nabiegałam na wydarzeniu zorganizowanym przez firmę. Między podróżami czytałam, ciągle coś robiłam w domu… Chyba włączył mi się tryb pani domu. Rzadka rzecz. A, i po raz pierwszy od kilku lat byłam na grzybach!!! Boże, jak mi brakowało ganiania po lesie za grzybami! *Musicie wiedzieć, że gdyby ktoś miał napisać copypastę o moim życiu, to na pewno byłaby to parodia tekstu o fanatyku wędkarstwa. Z tym, że tytuł brzmiałby ‚Moja stara jest fanatyczką grzybobrania’* Pod względem czytelniczym mam duży powód do dumy. Otóż przekroczyłam liczbę […]

Krótko o tym, jak staram się pisać bez błędów.

Wpis ten został zainspirowany przez popularny ostatnimi czasy koszmarek językowy pt. mam horom curke oraz jeden z numerów czeskiego magazynu Reportér. Magazyn ten czytam dla ciągłego powtarzania czeskiej ortografii, jakby ktoś pytał. Im dłużej siedzę w Internetach (a co za tym idzie, czytam, co inni ludzie piszą) coraz częściej zwracam uwagę na to, jakim językiem się posługuję przy codziennej komunikacji z otoczeniem. Nie mówię tutaj o tym, czy w danej chwili mówię po polsku, czesku czy angielsku (taki nieistotny szczegół, wiecie, jak mnie ktoś nie zrozumie to jego problem… A na serio to czasem trzeba mi, niestety, zwracać uwagę, bo mój mózg nie wyrabia), ale w jaki sposób posługuję się którymś z tych języków. Czy korzystam ze skrótów, używam dziwnych, często mocno […]

Przygody Czechożydka w Szkocji sezon trzeci

O matko, jak ten czas leci! Ledwie wrzuciłam poprzednią serię Przygód, a teraz publikuję już trzeci sezon! Sama nie wiem, kiedy te pół roku od momentu publikacji zleciało. O co chodzi: Przygody Czechożydka w Szkocji to podróżniczo-rozrywkowy cykl wpisów wpierw na moim prywatnym profilu na Facebooku, obecnie zaś na fanpage’u bloga. Cykl ten dotyczy, rzecz jasna, przygód przeżytych w Szkocji, głównie w Glasgow i większych miastach. Odcinki powstają na bieżąco w trakcie podróży. Jeżeli nie znacie poprzednich Czechożydkowych przygód to zapraszam do lektury pierwszego (część pierwsza/część druga) oraz drugiego sezonu. Pierwszy sezon dotyczył mojej i Jakuba podróży poślubnej, drugi zaś krótkiego wypadu do Glasgow i Edynburgu. Ten wpis poświęcony jest wyprawie, na którą wyruszyliśmy z Adamem i Dorotą w sierpniu. Ci nie dość, że […]